piątek, 21 sierpnia 2015

Tokyo Ghoul, czyli podwójne życie Kanekiego.

 Uwaga - recenzja zawiera niewielkie spoilery ;) 


Dla przeciętnego człowieka sama myśl o zjedzeniu ludzkiego mięsa wydaje się przerażająca, ale Kaneki nie jest już człowiekiem -
a przynajmniej w połowie. Fascynacja nowo poznaną kobietą nie skończyła się dla niego szczęśliwie. Wystarczyła chwila by jego dotychczasowe, poukładane życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni i stało się niekończącym koszmarem.

Która strona jego natury zwycięży? Dawna - ludzka, szanująca życie innych czy nowa - drapieżnika kierującego się jedynie instynktem przetrwania? Niestety, wygląda na to, że niezależnie od wyniku tego starcia nie da się wyjść z niego bez szwanku, a osiemnastolatek przekona się o tym na (nie tylko) własnej skórze. 

 

Historia ukazana w Tokyo Ghoul to miks horroru i dramatu psychologicznego. Nic nie jest czarno-białe. Przemiana głównego bohatera nie należy do krótkich ani bezbolesnych - można by rzec,
że zarówno jego ciało jak i poglądy ewoluują przez cały sezon. Jednak walka o zachowanie człowieczeństwa to nie jedyny motyw
TG. Przewartościowane zostają pojęcia dobra i zła, okazuje się, że ludzie bywają bardziej nieludzcy niż same "potwory", a dobre chęci nie wystarczają by dwa zwalczające się światy mogły pokojowo współistnieć. W tej rzeczywistości musi odnaleźć się Kaneki, który - jak sam twierdzi - jest wyrzutkiem, który nigdzie nie przynależy. A może wręcz odwrotnie, przynależy do obu miejsc naraz? 

 

Pierwszy sezon anime jest w większości odwzorowaniem mangi, co stanowczo wychodzi tej produkcji na dobre. W obu przypadkach kreska jest bardzo przyjemna dla oka. Fabuła to teoretycznie stara historia napisana na nowo, a sam autor doskonale zdaje sobie z tego sprawę, nawiązując wprost do Przemiany Franza Kafki. A jednak jest w tej pozornej powtarzalności coś świeżego i na tyle wciągającego, że ani razu nie zdarzyło mi się pomyśleć, że autor powiela ograne motywy.

TG to również galeria barwnych, zapadających w pamięć postaci. Nawet główny bohater, który z początku wydaje się do bólu typowym "przeciętniakiem" w końcu uwalnia się ze schematu. Tak naprawdę
do końca nie można przewidzieć, jak potoczą się jego losy i kim ostatecznie się stanie. Dla mnie osobiście kreacja Kanekiego okazała się pozytywnym zaskoczeniem. Warto zwrócić uwagę również na udany opening, będący swego rodzaju "ciszą przed burzą", ale zarazem doskonale odzwierciedlający rozterki bohatera oraz problemy, z jakimi przyjdzie mu się zmierzyć. 

 

Muszę ostrzec, że widzowie oczekujący głównie widoku krwi i flaków mogą poczuć się rozczarowani. Co prawda ani jednego ani drugiego
na ekranie nie brakuje, jednak wszystkie tego typu sceny są ocenzurowane, co momentami bardzo rzuca się w oczy. Dla mnie nie jest to szczególnie istotne, ale dla niektórych stanowi podstawowy argument przeciw
TG.
W związku z tym osobom spragnionym mocniejszych wrażeń (i nie tylko im) polecam zajrzeć do mangi, która pod wieloma względami przerasta swoją animowaną wersję. Mam tu na myśli głównie drugi sezon anime, będący w istocie zbiorem fillerów. Muszę przyznać, że już dawno nie przeżyłam takiego rozczarownania, bo o ile pierwszemu sezonowi daję
z czystym sumieniem ocenę 9/10, o tyle drugiego nie jestem w stanie przebrnąć (zapewne dlatego, że przeczytałam wcześniej wszystkie części mangi, ukazujący zupełnie inny przebieg wydarzeń).



Tak czy inaczej, Tokyo Ghoul to historia warta uwagi, chociaż rzecz jasna nie dla każdego. Jednego pochłonie do reszty, innego jedynie zniesmaczy. Jak to jednak w takich przypadkach bywa, najlepiej przekonać się samemu, do której grupy się należy...







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...