piątek, 14 sierpnia 2015

Attack on Titan, czyli ludzkość na krawędzi.

Postapokaliptyczny świat i ludzkość na krawędzi zagłady - każdy słysząc powyższe hasło stwierdzi "ale to już było" i przejdzie obojętnie obok. Otóż nadszedł czas
by wyprowadzić z błędu wszystkich sceptyków, ponieważ historia zaprezentowana
w Attack on Titan (czy też Shingeki no Kyojin) tylko z pozoru wydaje się ograna. Społeczność odgrodzoną murem widzieliśmy już co prawda w bestsellerowej trylogii Niezgodna, warto jednak nadwzmiankować, że manga AoT zadebiutowała wcześniej, bo już w 2009 roku. Kontynuuąc wymienianie podobieństw do tzw. dystopii młodzieżowej, podobnie jak w Igrzyskach Śmierci młodzi bohaterowie stoczą tutaj walkę na śmierć i życie. Tym razem jednak celem nie będzie pokonanie drugiego człowieka ku uciesze gawiedzi, a krótko mówiąc - przetrwanie. I to nie jednej lub dwóch osób, bo w AoT na szali waży się przyszłość całego rodzaju ludzkiego. Starcie z potężnymi i nieomal nieśmiertelnymi przeciwnikami jakimi
Tytani, obnaży słabość człowieka, jednak czy aby na pewno ludzkość jest skazana na porażkę w tej nierównej bitwie? Niekoniecznie. Bo jak wiadomo, siła ducha jest równie ważna jak ta fizyczna, co wielokrotnie udowodnią nam bohaterowie serii.


Swoją przygodę z AoT zaczęłam od mangi, jednak każdemu kto dopiero planuje zapoznanie się z tą historią polecam anime, gdzie wydarzenia są ukazane
w znacznie bardziej przejrzysty sposób. Mimo to dzieło Hajime Isayamy jest źródłem całego pomysłu i nie powinno zostać pominięte. Co prawda kreska wydaje się czasami nieco niechlujna, ale mi osobiście nie przeszkadzało to ani trochę. Fabuła jest zbyt wciągająca, by można było przejmować się takimi szczegółami. Przemyślane uniwersum oraz oryginalne motywy nie mogłyby jednak funkcjonować bez odpowiednio skonstruowanych bohaterów. Nie da się ukryć, niektóre ich zachowania bywają irytujące, lecz równocześnie wzbudzają oni wiele pozytywnych emocji. Każdy jest indywidualnością dążącą do określonego celu. Dla Erena celem tym jest zamsta na Tytanach, która przysłania niemal wszystko inne, dla Mikasy - ochrona przyszywanego brata za wszelką cenę. Fakt, że losy postaci nie są nam obojętne gwarantuje dodatkowy dreszczyk emocji w czasie oglądania. Zapewniam, że emocji nie zabraknie.



Na koniec ostrzegam, że AoT nie jest przeznaczone dla szczególnie wrażliwych odbiorców. Co prawda krew nie leje się strumieniami, ale nieprzyjemne zgony zdarzają się praktycznie w każdym odcinku. Czasami można odnieść wrażenie,
że Isayama za bardzo wziął sobie do serca hasło z Gry o Tron "wszyscy muszą umrzeć". Z drugiej strony jest to plus, ponieważ zostaje zachowany realizm.
W końcu AoT to nie opowieść o zbieraniu kwiatków na łące...



 Polecam :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...