sobota, 9 maja 2015

Do zobaczenia we śnie, czyli parę słów o Sandmanie.

Sen. Niektórzy upatrują w nim bramy do innego, niematerialnego świata. Inni usiłują dostrzec w nim szczególną symbolikę, uchylić z jego pomocą rąbka tajemnicy, za którą ukryta jest przyszłość. Sen, obojętnie
czy traktowany w kategoriach proroczych, czy - jak twierdził Freud - jako ujawnienie się nieuświadomionego, zawsze niósł ze sobą coś tajemniczego, niezgłębionego.

A co gdyby sen był w istocie Snem? Na to pytanie odpowiada Neil Gaiman, do niedawna znany mi jedynie jako twórca Nigdziebądź, Amerykańskich bogów czy Księgi cmentarnej. Zawsze podziwiałam Gaimana jako pisarza posiadającego wizję, kreującego coś nowego
i niezwykłego, wybierającego przekraczanie gatunkowych ram zamiast powielania schematów. Nic dziwnego, że gdy dowiedziałam się
o komiksowej serii Sandman, musiałam niezwłocznie po nią sięgnąć
i przekonać się na własnej skórze co z tego wyniknie...



Określanie Sandmana mianem komiksu jest w gruncie rzeczy posunięciem kontrowersyjnym. Komiks kojarzy się większości ludzi
z tworem raczej infantylnym, nie posiadającym większej wartości artystycznej. Dlatego trafniejszy wydaje się termin powieść graficzna, teoretycznie mający odróżniać komiksy "ambitne" i dedykowane ludziom dorosłym od tych ukazujących np. historie superbohaterów. Nie mam zamiaru zagłębiać się w kwestię słuszności takiego podziału, gdyż nie
to jest teraz dla mnie najważniejsze.

Morfeusz, Sandman... Sen niejedno ma imię. W świecie wykreowanym przez Gaimana nie jest bóstwem, a Nieskończonym - jednym
z siedmiorga rodzeństwa (spotykamy również Los, Śmierć, Zniszczenie, Rozpacz, Pożądanie i Malignę, która kiedyś była Marzeniem).
Z pewnością nie jest to typowy "superbohater". To istota nie uznająca ludzkich reguł, niejednokrotnie postępująca w sposób bezwzgledny.



Sama koncepcja personifikacji snu nie jest w gruncie rzeczy niczym nowym, gdyż uczynili to już starożytni Grecy, jednak trudno gaimanowskiej wizji odmówić oryginalności. Wręcz przeciwnie. Groza
i fantastyka łączą się w
Sandmanie w różnych proporcjach, ukazując świat surrealistyczny, groteskowy i niejednokrotnie autentycznie przerażający. Nie zabraknie tu Lucyfera, Szekspira ani Johna Constantine'a. Można by się długo rozpisywać, ale po co... Lepiej zachęcić Was, byście przekonali się sami i zagłębili w - jak to napisał Clive Barker - rzeczywistości tajemniczej i nawiedzonej. Warto wspomnieć też o przyznaniu Sandmanowi zarezerwowanej dla literatury nagrody World Fantasy Award (co chyba mówi samo za siebie).




Do zobaczenia we śnie...

PS przepraszam za długą nieobecność, ponoć matura to bzdura ale zdać i tak trzeba ;) mam nadzieję, że w czerwcu będę mogła poświęcić więcej czasu na dodawanie notek...


1 komentarz:

  1. Muszę w końcu przeczytać coś Gaimana, bo tyle o nim słyszałam... Ale zacznę od książek, komiksy to na deser xD

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...