piątek, 21 sierpnia 2015

Tokyo Ghoul, czyli podwójne życie Kanekiego.

 Uwaga - recenzja zawiera niewielkie spoilery ;) 


Dla przeciętnego człowieka sama myśl o zjedzeniu ludzkiego mięsa wydaje się przerażająca, ale Kaneki nie jest już człowiekiem -
a przynajmniej w połowie. Fascynacja nowo poznaną kobietą nie skończyła się dla niego szczęśliwie. Wystarczyła chwila by jego dotychczasowe, poukładane życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni i stało się niekończącym koszmarem.

Która strona jego natury zwycięży? Dawna - ludzka, szanująca życie innych czy nowa - drapieżnika kierującego się jedynie instynktem przetrwania? Niestety, wygląda na to, że niezależnie od wyniku tego starcia nie da się wyjść z niego bez szwanku, a osiemnastolatek przekona się o tym na (nie tylko) własnej skórze. 

piątek, 14 sierpnia 2015

Attack on Titan, czyli ludzkość na krawędzi.

Postapokaliptyczny świat i ludzkość na krawędzi zagłady - każdy słysząc powyższe hasło stwierdzi "ale to już było" i przejdzie obojętnie obok. Otóż nadszedł czas
by wyprowadzić z błędu wszystkich sceptyków, ponieważ historia zaprezentowana
w Attack on Titan (czy też Shingeki no Kyojin) tylko z pozoru wydaje się ograna. Społeczność odgrodzoną murem widzieliśmy już co prawda w bestsellerowej trylogii Niezgodna, warto jednak nadwzmiankować, że manga AoT zadebiutowała wcześniej, bo już w 2009 roku. Kontynuuąc wymienianie podobieństw do tzw. dystopii młodzieżowej, podobnie jak w Igrzyskach Śmierci młodzi bohaterowie stoczą tutaj walkę na śmierć i życie. Tym razem jednak celem nie będzie pokonanie drugiego człowieka ku uciesze gawiedzi, a krótko mówiąc - przetrwanie. I to nie jednej lub dwóch osób, bo w AoT na szali waży się przyszłość całego rodzaju ludzkiego. Starcie z potężnymi i nieomal nieśmiertelnymi przeciwnikami jakimi
Tytani, obnaży słabość człowieka, jednak czy aby na pewno ludzkość jest skazana na porażkę w tej nierównej bitwie? Niekoniecznie. Bo jak wiadomo, siła ducha jest równie ważna jak ta fizyczna, co wielokrotnie udowodnią nam bohaterowie serii.

sobota, 9 maja 2015

Do zobaczenia we śnie, czyli parę słów o Sandmanie.

Sen. Niektórzy upatrują w nim bramy do innego, niematerialnego świata. Inni usiłują dostrzec w nim szczególną symbolikę, uchylić z jego pomocą rąbka tajemnicy, za którą ukryta jest przyszłość. Sen, obojętnie
czy traktowany w kategoriach proroczych, czy - jak twierdził Freud - jako ujawnienie się nieuświadomionego, zawsze niósł ze sobą coś tajemniczego, niezgłębionego.

A co gdyby sen był w istocie Snem? Na to pytanie odpowiada Neil Gaiman, do niedawna znany mi jedynie jako twórca Nigdziebądź, Amerykańskich bogów czy Księgi cmentarnej. Zawsze podziwiałam Gaimana jako pisarza posiadającego wizję, kreującego coś nowego
i niezwykłego, wybierającego przekraczanie gatunkowych ram zamiast powielania schematów. Nic dziwnego, że gdy dowiedziałam się
o komiksowej serii Sandman, musiałam niezwłocznie po nią sięgnąć
i przekonać się na własnej skórze co z tego wyniknie...



Określanie Sandmana mianem komiksu jest w gruncie rzeczy posunięciem kontrowersyjnym. Komiks kojarzy się większości ludzi
z tworem raczej infantylnym, nie posiadającym większej wartości artystycznej. Dlatego trafniejszy wydaje się termin powieść graficzna, teoretycznie mający odróżniać komiksy "ambitne" i dedykowane ludziom dorosłym od tych ukazujących np. historie superbohaterów. Nie mam zamiaru zagłębiać się w kwestię słuszności takiego podziału, gdyż nie
to jest teraz dla mnie najważniejsze.

Morfeusz, Sandman... Sen niejedno ma imię. W świecie wykreowanym przez Gaimana nie jest bóstwem, a Nieskończonym - jednym
z siedmiorga rodzeństwa (spotykamy również Los, Śmierć, Zniszczenie, Rozpacz, Pożądanie i Malignę, która kiedyś była Marzeniem).
Z pewnością nie jest to typowy "superbohater". To istota nie uznająca ludzkich reguł, niejednokrotnie postępująca w sposób bezwzgledny.



Sama koncepcja personifikacji snu nie jest w gruncie rzeczy niczym nowym, gdyż uczynili to już starożytni Grecy, jednak trudno gaimanowskiej wizji odmówić oryginalności. Wręcz przeciwnie. Groza
i fantastyka łączą się w
Sandmanie w różnych proporcjach, ukazując świat surrealistyczny, groteskowy i niejednokrotnie autentycznie przerażający. Nie zabraknie tu Lucyfera, Szekspira ani Johna Constantine'a. Można by się długo rozpisywać, ale po co... Lepiej zachęcić Was, byście przekonali się sami i zagłębili w - jak to napisał Clive Barker - rzeczywistości tajemniczej i nawiedzonej. Warto wspomnieć też o przyznaniu Sandmanowi zarezerwowanej dla literatury nagrody World Fantasy Award (co chyba mówi samo za siebie).




Do zobaczenia we śnie...

PS przepraszam za długą nieobecność, ponoć matura to bzdura ale zdać i tak trzeba ;) mam nadzieję, że w czerwcu będę mogła poświęcić więcej czasu na dodawanie notek...


piątek, 6 lutego 2015

Psychoza i Okno na podwórze, czyli parę godzin z Hitchcockiem.

Dla niektórych widzów filmy z 2000 roku to już staroć, nie wspominając nawet o latach 50. - prawie prehistoria. Wychodzę jednak z założenia,
że każdy szanujący się widz powinien mieć na swoim koncie jakąś pozycję zaliczaną do klasyki kina ;). A co może być bardziej klasycznego niż dzieła mistrza suspensu, Alfreda Hitchcocka?

Psychoza

Chyba każdy kojarzy tytuł tego kultowego dreszczowca z 1960, który nie bez powodu wpisał się na karty światowego kina. Scena pod prysznicem przeszła do legendy, a sam film doczekał się czterech (ponoć znacznie mniej udanych) kontynuacji. Niemalejącą popularność Psychozy potwierdza chociażby serial z 2013 roku - Bates Motel, który ma ukazywać wydarzenia rozgrywające się przed akcją filmu. Warto wspomnieć, że scenariusz thrillera Hitchcocka opiera się na treści książki amerykańskiego pisarza Roberta Blocha. Podsumowując, nowatorskie ujęcie choroby psychicznej, charakterystyczny klimat grozy i przestroga przed nocowaniem w podejrzanych motelach.





Okno na podwórze

Film nakręcony sześć lat wcześniej i nieco mniej znany, ale równie odkrywczy. Miejsce akcji zamyka się w obrębie jednego podwórka,
a wszystkie wydarzenia obserwujemy z perspektywy bohatera - konkretnie z jego mieszkania, gdyż jest on tymczasowo unieruchomiony. Z braku innych rozrywek zaczyna podglądać życie codzienne swoich sąsiadów i natrafia na coś podejrzanego...
Nieco klaustrofobiczna atmosfera sprawia, że sam widz pozostaje cichym obserwatorem - "podglądaczem". Hitchcock udowodnił, że film może być intrygujący nawet wówczas, gdy przestrzeń jest tak ograniczona.




Z pewnością dla wielu widzów, przyzwyczajonych do popisowych efektów specjalnych i epickich historii, przebrnięcie przez powyższe filmy okaże się karkołomnym zadaniem. Brakuje tam wszystkiego do czego przyzwyczaiło nas kino XXI wieku, jednak gdy już pogodzimy się
z brakiem zabójczo szybkiej akcji, możemy dać się pochłonąć klimatowi klasycznych dreszczowców. Polecam :).



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...