czwartek, 4 grudnia 2014

"Zapisane w kościach", czyli na jednej wyspie z mordercą.


Już w Chemii śmierci Beckett udowodnił, że ma dar portretowania zamkniętych społeczności - nie omieszkał przypomnieć tego czytelnikom w kolejnej książce 
z serii o Davidzie Hunterze. Być może trudno w to uwierzyć, ale atmosfera staje się jeszcze bardziej klaustrofobiczna, ponieważ autor przenosi nas na niewielką wysepkę na Hebrydach. Jak możemy się domyśleć, wrażenie wszechobecnego spokoju zakłóci niespodziewane, makabryczne wydarzenie, które będzie musiał prześwietlić nasz główny bohater. Rozdarty między życiem osobistym
a zawodowym, Hunter decyduje się pójść policji na rękę i sprawdzić czy śmierć, która miała miejsce nie jest jedynie dziełem przypadku. 





Na miejscu okazuje się, że rutynowe działania stanowczo nie wystarczą, a wyspa nie ma zamiaru wypuścić go zbyt szybko ze swoich (niezbyt przyjemnych z resztą) objęć. Nie dość, że rozwiązywanie skomplikowanej sprawy jest wystarczająco zniechęcającą perspektywą, zabójca zamiast czaić się w ukryciu i czekać na lepszy moment atakuje ze zdwojoną siłą. Gwałtowny sztorm całkowicie odcina wyspę
od cywilizacji, a tym samym jakiegokolwiek ratunku. Sprawę należy doprowadzić
do końca, zanim znowu zapłonie ogień...


W chacie pozostał tylko popiół, parę kruchych kości, a także... nietknięte stopy 
w sportowych butach oraz ręka. Mimo że na pierwszy rzut oka wydaje się
to podejrzane, doktor Hunter będzie musiał kopać znacznie głębiej, by skłonić tajemniczą ofiarę do zwierzeń - najistotniejszą rolę odegrają rzecz jasna informacje zapisane w kościach. Praca na odgrodzonej od świata wyspie będzie jednak trudniejsza, niż mogłoby się to początkowo wydawać. Miejscowi nie mają zamiaru zaufać przybyszom, a już 
na pewno nie uwierzą, że zbrodni dokonał ktoś z nich. Relacji z tubylcami nie poprawia też irytujące zachowanie sierżanta Frasera, regularnie upijającego się w barze stanowiącym nieformalne centrum życia Runy. W tym przypadku David Hunter może liczyć jedynie na wsparcie byłego, niezwykle wnikliwego stróża prawa Brody'ego, a przede wszystkim własną intuicję, która okaże się równie istotnym co widza kluczem do rozwiązania zagadki. No właśnie... rozwiązanie. Beckett nie daje zapomnieć, że jest mistrzem twistów  fabularnych
i suspensu, umiejętnie pogrywając sobie
z oczekiwaniami czytelnika -
i to do ostatnich stron. Nawet kiedy myślimy, że sprawa morderstwa została wyjaśniona i oczekujemy tylko 
na relaksujące podsumowanie, autor funduje nam kolejny szok. 



UWAGA. Mini spoiler...

Osobiście usatysfakcjonowało mnie zakończenie, bo okazało się przede wszystkim ogromnym zaskoczeniem (wcześniejszy zwrot akcji udało mi się częściowo przewidzieć). Przyznaję jednak, że czytelników nieprzekonanych do idei tzw. cliffhangera, może to jedynie zirytować. Drobna porada - koniecznie czytajcie na siedząco...  

KONIEC.



Podsumowując - Chemia śmierci jak być może pamiętacie (Recenzja) wywarła
na mnie bardzo pozytywne wrażenie, a w
 tej części Beckett utrzymał wysoki poziom. Powieść nie traci nic z charakterystycznego napięcia i nawet zyskuje
na dynamice fabuły. David Hunter znowu nie ma lekko, 
a narracja pierwszoosobowa daje możliwość dokładniejszego poznania jego emocji i odczuć, związanych nie tylko z pracą, ale również życiem prywatnym. Mimo że znowu mamy do czynienia z hermetyczną zbiorowością, Beckettowi udało się uniknąć wrażenia powtarzalności. Runa to wbrew pozorom zupełnie inne miejsce niż znane nam Manham. A zatem jakie? Przekonajcie się sami. 

5 komentarzy:

  1. Bardzo lubię Becketta, serię z Davidem mam już zaliczoną:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo chciałabym poznać tę historię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta książka przewija się na blogach, ale jakoś nie zatrzymałam się, by przyjrzeć się jej treści.Zainteresowałaś mnie autorem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej hej! Nominowałam Cię do LBA :) Jeśli masz ochotę na zabawę, to pytania są u mnie:)

    http://vegaczyta.blogspot.com/2014/12/lba-ii-i-iii-edycja.html

    OdpowiedzUsuń
  5. O! Tą pozycję chętnie bym poznała.

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...