sobota, 22 listopada 2014

Jak wyrwać się ze slumsów, czyli brutalny świat fantasy w "Drodze cienia".


Slumsy to miejsce, w którym nie ma czegoś takiego jak "pewne jutro". Żyjesz, więc walczysz o przetrwanie - z głodem, brudem i bestialstwem innych. Merkurisz niczego nie pragnie tak bardzo, jak wyrwania się z wszechobecnego okrucieństwa, zostawienia za sobą twarzy oprawców i widoku cierpiących przyjaciół. Gdy zatem dostrzega szansę postanawia ją wykorzystać, by odmienić swój los. Chłopiec stawia wszystko na jedną kartę, chociaż porażka może kosztować go wszystko - włącznie z życiem. 

Obranie nowej drogi nie oddali go wcale od śmierci, a wręcz przeciwnie. Jednak tym razem to nie on będzie osaczoną ofiarą, a jego cele...




Debiut Weeksa skojarzył mi się od razu z Trylogią Czarnego Maga Trudi Canavan, przy czym bynajmniej nie mam tu na myśli fabuły - chodzi raczej o samą koncepcję losów obu wykreowanych postaci. Zarówno Sonea jak i Kylar powielają w pewnym sensie schemat "od zera do bohatera". W pierwszym przypadku oznacza to przyjęcie do Gildii Magów, w drugim natomiast - poznawanie tajników świata zabójców pod okiem mistrza tego fachu, Durzo Blinta. Błędem jednak byłoby patrzeć na Drogę cienia przez pryzmat ogranego pomysłu, ponieważ powieść ma nam do zaoferowania o wiele więcej niż tylko opis pięcia się Kylara po kolejnych szczeblach "kariery". 

Po drodze czekają nas liczne zwroty akcji i zawirowania. Okazuje się, że przeszłość nie da zbyt łatwo o sobie zapomnieć, a rozdział, który uważaliśmy za zamknięty, otwiera się na nowo - muszę przyznać, że wiele intryg stworzonych przez autora autentycznie wbiło mnie w fotel. 
Nie spodziewajcie się w tej książce piękna treści czy formy. Brent Weeks nad względy estetyczne przedłożył naturalizm opisu. Tego wymagała poniekąd sama tematyka powieści, a jako rezultat otrzymujemy naprawdę brutalne - jak
na fantastykę - sceny. Szokują zwłaszcza opisy tego, co dzieje się w Norach. Przecież kaci dopuszczający się okaleczeń, pobić i gwałtów są w istocie dzieciakami, niewiele starszymi od swoich ofiar. W trakcie czytania trudno jednak dopuścić do siebie tę myśl - środowisko sprawia, że stają się potworami w ludzkiej skórze (aż nazbyt wyraźnie ukazuje to postępowanie Szczura, który zrobi wszystko, żeby utrzymać swoją pozycję w grupie).


Plusem całej historii, oprócz wciągającej (chociaż przyznaję, że nie "rozkręcającej" się zbyt prędko) akcji i realizmu jest również sam Merkuriusz - Kylar. Naprawdę zżyłam się z tym bohaterem i co ciekawe, przyszło mi to o wiele łatwiej niż sympatia do Sonei z wymienionej już wyżej Trylogii Czarnego Maga. Losy dziewczyny
w Gildii magów nie wywołały u mnie specjalnych emocji, a do pisarstwa Canavan przekonałam się dopiero po drugiej części. Rzecz jasna Weeksowi też mam coś
do zarzucenia (na przykład nadmierne zawikłanie fabuły, w której niekiedy trudno się rozeznać), jednak Kylar od razu mnie zafascynował, a jego relacja z Blintem została przedstawiona wiarygodnie i interesująco, bez powierzchownego traktowania układu "uczeń-mistrz".

No właśnie... warto pamiętać także o bohaterach drugoplanowych. Nikt z nich nie pojawia się przez przypadek, każdy ma swój cel i indywidulany charakter, dzięki czemu nie drażnią bezcelowością. Widać, że nie powstali jedynie po to, żeby zapełniać puste strony i luki fabularne.

Spytacie - skąd w ogóle termin fantastyka? Otóż Weeks wprowadza do fabuły magię, która łączy się właśnie z nową profesją głównego bohatera. To magia sprawia, że ktoś staje się zabójcą idealnym. Kolejny punkt dla autora za dosyć oryginalne podejście do tematu.

Przejdźmy teraz (tradycyjnie) do padających wobec powieści oskarżeń.
Niektórzy czytelnicy zarzucają książce powolność akcji i ogólnie rzecz biorąc "przynudzanie". Przyznaję, że są fragmenty, które mogą irytować swoją rozciągłością. Moja rada - spróbuj przez nie przebrnąć, nawet jeżeli wystawiają Twoją cierpliwość na próbę. Myślę, że warto poznać całość tej książki i właśnie
na tej podstawie ją ocenić, nie sugerując się zbytnio negatywnymi opiniami. 

Inni zarzucają Weeksowi, że fabuła jest płytka. Wiadomo, gusta są różne.
Ja również doceniam, gdy książka ma ukryte drugie dno, ale... gdzie w typowo rozrywkowej powieści fantasy znaleźć miejsce dla alegorii lub traktatów filozoficznych? Nie popadajmy w przesadę. 

Ubogi język? Fantastyka może, lecz nie musi aspirować do bycia literaturą piękną. Rozumiem, że według niektórych czytelników przemoc i śmierć należy opisywać wyłącznie poprzez zawiłe metafory.
A tak poważnie, moim zdaniem jedyny prawdziwy problem tej książki tkwi
w... okładce, która nie odzwierciedla klimatu zawartości. 


Podsumowując, nie ma tu elfów bądź jednorożców, jest za to realizm, mrok
i brutalna rzeczywistość. Lektura nie dla każdego, ale o ile nie odrzuca Cię tego typu fantastyka, a nawet masz słabość do wszelkiego rodzaju zabójców/skrytobójców, na pewno znajdziesz w Drodze cienia coś dla siebie.

7 komentarzy:

  1. Do tej książki jakoś nigdy mnie nie ciągnęło... ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O! Z pewnością mam słabość do zabójców, skrytobójców i nic z tych wszystkich zarzutów prawdziwie mnie nie zniechęca. Jeśli tylko trafię na tę książkę, z pewnością po nią sięgnę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszę po raz pierwszy a już jestem zaciekawiony :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm, wszystko wskazuje na to, że bądź co bądź jest to dość "proste" fantasy, bez głębszej filozofii czy też symboliki. Ale sam koncept "wyrywania się ze slumsów", stawiania czoła przeciwnościom życia i walka o przetrwanie z dnia na dzień wydaje się być wystarczająco zachęcający, żeby po tę książkę sięgnąć. Fajerwerków nie oczekuję, jednak mam nadzieję, że jako dobre czytadło sprawdzi się w stu procentach.

    OdpowiedzUsuń
  5. To całkowicie nie moja tematyka, wiec raczej nie przeczytam.. choć może kiedyś spróbuję ;)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Brzmi ciekawie. Może spróbuję.

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...