piątek, 17 października 2014

Nierządnica Babilondynu, czyli o klasyce steampunku słów kilka.

Słowo klasyka używane w odniesieniu do książek wydaje się naprawdę zachęcające, a przynajmniej tak jest w moim przypadku. Równie dobrze na okładce mogłaby się znaleźć nalepka "musisz to znać". Dlaczego? 
Bo to co klasyczne jest reprezentacyjne dla danego rodzaju literatury, stanowi swego rodzaju pierwowzór, z którego czerpią inni twórcy. 
Nic zatem dziwnego, że Maszyna różnicowa określana jako klasyka steampunku - gatunku bliżej mi nieznanego, musiała przyciągnąć moją uwagę.


Dla XIX-wiecznej, alternatywnej Wielkiej Brytanii maszyny są tym, czym dziś dla nas internet - wyznacznikiem nowej ery, wkroczeniem nauki na kolejny stopień wtajemniczenia. Po okresie niekończących się strajków, demonstracji i protestów po władzę sięga Industrialna Partia Radykalna, a kolejne wynalazki pojawiają się przed oczami ówczesnych londyńczyków szybciej niż potrafią nadążyć (przejawem postępu jest chociażby tropienie kryminalistów za pomocą mechanicznych komputerów).

Co tu dużo pisać - dla miłośników historii to prawdziwa gratka. Wielka Brytania nie jest już monarchią, z obłoków pary wyłania się nowa generacja luddystów, wspomniani są wigowie i torysi, pojawiają się nazwiska Darwina, Marksa czy Engelsa. Japończycy tworzą pierwsze roboty, a nasz główny bohater - doktor Edward "Lewiatan" Mallory - wykopuje z gleby prastare szkielety dinozaurów bądź innych gadów. Wielki przełom naukowy okazuje się jednak zgubny dla środowiska. W Londynie nastaje okres Wielkiego Fetoru wywołanego przez wszechobecne wyziewy, co powoduje zbiorową histerię wśród wyższych sfer i skutkuje szerzeniem się anarchii. Równocześnie kwitnie intryga dotykająca najwyższych szczebli władzy, a we wszystko zostaje wplątany nieszczęsny naukowiec, który znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.
Sama koncepcja jest naprawdę wyśmienita. Można by rzec, tak rewolucyjna jak pojawiająca się na kartach powieści maszyna różnicowa. Mogłaby z tego powstać prawdziwa perełka, ale...

Do wspólnego dzieła Williama Gibsona i Bruce'a Sterlinga usiadłam pełna nadziei i oczekiwań. Przywykłam do tego, że książki z serii Uczty Wyobraźni za każdym razem są dla mnie niezwykłą przygodą i stawiają naprawdę wysoką poprzeczkę. Jak się wkrótce przekonałam - nawet zbyt wysoką. Może gdyby nie emocje wywoływane przez tytuły, z którymi się wcześniej zapoznałam, może gdyby nie to, że spodziewałam się zetknięcia z czymś niesamowitym...

Problem tkwi tylko w tym, że Maszyna różnicowa jest - i owszem - niesamowita. Częściowo. Jeżeli miałabym wskazać, co najbardziej rozczarowało mnie podczas czytania, byłaby to po prostu niepełność historii, która posiada jedynie nieszablonowe, szczegółowo dopracowane tło, ale nic poza tym. Bohaterowie nie są mało oryginalni lub papierowi, jednak w ogóle nie poruszały mnie ich perypetie. Odniosłam wrażenie, że twórcy potrzebowali jedynie pretekstu, aby ukazać swoją nowatorską wizję XIX wieku, a pechowy Mallory był przypadkowym kandydatem...

Podsumowując, książka mimo swojego przełomowego charakteru po prostu rozczarowuje. Raz wydaje się zbyt chaotyczna, raz zwyczajnie zbyt nużąca. Mimo wszystko nie żałuję przeznaczonego na nią czasu, bo klasykę znać warto - nawet, jeżeli nasze odczucia po zakończeniu lektury okażą się ambiwalentne. 

6 komentarzy:

  1. Hmm... Naprawdę ciekawe. Nie często czytam klasykę, więc pewnie mój odbiór tej powieści będzie nieco inny niż Twój ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza tym dużo zależy od nastawienia, a ja chyba miałam zbyt wiele oczekiwań co do "Maszyny..." ;)

      Usuń
  2. A ja muszę przyznać, że nie czytałam tej książki jeszcze. Muszę więc nadrobić zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie, nie dla mnie... Na razie czytam "Quo vadis"... :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Raczej nie dla mnie, te nużące fragmenty - mnie odstraszają.

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...