piątek, 10 października 2014

Mechaniczna pomarańcza, czyli pierwszorzędny horror szoł.

Czasami już po przeczytaniu pierwszych trzech zdań możemy stwierdzić, czy dana książka będzie dla nas poważnym wyzwaniem. Mniej więcej w tym samym czasie możemy wysnuć przypuszczenie,     że właśnie trafiliśmy na coś fascynującego...

W moim czytelniczym życiu niewiele było takich decydujących trzech zdań. Zazwyczaj, tak jak każdy, potrzebowałam czasu - parunastu       lub nawet parudziesięciu stron by zdecydować, czy wizja autora         do mnie przemawia i czy dalsza lektura w ogóle ma sens. Mechaniczna pomarańcza z całą pewnością zalicza się do wybranego grona powieści. Tych wciągających na samym starcie i nie pozwalających     na chwilę oddechu.




Nie jest lekko, łatwo i przyjemnie. Ani stylistycznie, ani tematycznie. Niektórych strachliwych odrzucić na wstępie może sama warstwa językowa książki, gdyż pisarz posłużył się slangiem, którego zrozumienie wymaga albo niezłych umiejętności lingwistycznych         albo doskonałej intuicji. Robert Stiller, przed którym chylę czoła         w związku z mistrzowskim efektem jego pracy, brawurowo przetłumaczył A Clockwork Orange w dwóch wersjach językowych: R, czyli polsko-rosyjskiej oraz polsko-angielskiej A. W moje ręce trafiła kultowa wersja R, co jednak nie stanowiło szczególnego problemu, ponieważ na co dzień uczę się obu z powyższych języków.

Anthony Burgess już w 1962 roku stworzył antyutopię ukazującą przyszłość w wyjątkowo ponurych barwach. Czy jego przewidywania sprawdziły się? Wyjrzyjmy na ulicę.

Za dnia Aleks wydaje się być całkiem sympatycznym, mającym skłonności do rozrabiania piętnastoletnim (!) miłośnikiem Beethovena bądź innych klasyków. O zmroku, jako członek młodocianego gangu, odsłania swoją prawdziwą twarz. On i jego koledzy każdej nocy wyruszają, by na ulicach miasta terroryzować zarówno przypadkowe osoby, jak i upatrzone wcześniej ofiary. To właśnie Aleks opowiadający o swojej niedalekiej, chuligańskiej przeszłości,             jest narratorem tej szokującej historii.

A dlaczego szokującej? Czy dlatego, że burgessowscy piętnastolatkowie dopuszczają się pobić i gwałtów bez najmniejszych wyrzutów sumienia i konsekwencji? Czy dlatego, że bestialstwo stało się dla młodych chłopaków po prostu kolejnym punktem rozkładu dnia?


Nic nie jest oczywiste.
Resocjalizacja sprawia, że dotychczasowy oprawca staje się ofiarą,       a całe przedsięwzięcie wydaje się być tylko jednym z elementów gierek politycznych.
Burgess zadaje pytanie - kim staje się człowiek, którego zmusza się     do poprawnego postępowania siłą? Przecież poddany terapii Aleks zmienia się w przykładnego obywatela jedynie z przymusu. Okazuje się, że ingerencja w ludzką naturę jest równie złym wyjściem z sytuacji, co zaniechanie jakichkolwiek środków.

Podsumowując, Mechaniczna pomarańcza to książka pod wieloma względami niezwykła. Nie wymaga już ocenzurowania ani nie wzbudza takich samych kontrowersji, jednak opisane w niej kwestie wydają się dyskusyjne i istotne również dzisiaj. A może zwłaszcza dzisiaj, kiedy zewsząd zalewa nas fala wiadomości o okrucieństwach, których dopuszczają się inni ludzie...
Eksperymentalna, specyficzna warstwa językowa powieści, utrzymana na dodatek w dosyć gawędziarskim tonie sprawia, że opisana przez autora deprawacja i eskalacja przemocy wydaje się być całkowicie obca i odrealniona. Łatwiej przychodzi nam pogodzić się z faktem, że pozornie niewinny piętnastolatek to w istocie zwyczajny zwyrodnialec. Jaki jest jednak powód jego bulwersującego postępowania? Wychowanie, środowisko? 
Młodość - wydaje się sugerować pisarz. Bo przecież sam Aleks           na zakończenie dochodzi do wniosku, że jego dawne nawyki nie są już tak zajmujące jak kiedyś i może czas się ustatkować...

11 komentarzy:

  1. Ja zwykle po pierwszych 3 zdaniach wiem, czy książka mi się spodoba. Choć czasem w miarę przewracanie kartek zmieniam zdanie... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie odwrotnie, rzadko kiedy książka wciąga mnie od pierwszej strony... ;)

      Usuń
  2. Ja uwielbiam powieści, oczywiście z tego gatunku wydane dobre kilkanaście lat przed moimi narodzinami. Są to horrory mocne, a patrzenie na ich okładki poprawia humor, nawet jeżeli ilustracje nie są zbyt przyjazne...
    Świetnie piszesz recenzję. Jestem pod wrażeniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za słowo otuchy :). Jestem co prawda młodą osobą, ale największe wrażenie robią na mnie właśnie książki wydane na przestrzeni od lat 50. do 90. Napisałabym, że teraz takich już nie ma, ale byłoby to niesprawiedliwe, bo trafiają się też chlubne wyjątki ;).

      Usuń
    2. Niestety bardzo trudno zdobyć takie książki :/ Ja jednak korzystam z pomocy biblioteki, która posiada same starości (love, love, love) oraz kilku pudeł pełnych książek, które kiedyś kolekcjonowała moja mama. Gratuluję jej pomysłu i sam zaczynam teraz zbierać ulubione książki, które kiedyś włożę do pudła i dam do czytania młodszemu pokoleniu ;)

      Usuń
    3. Zazdrość mnie zżera na myśl o zawartości tych pudeł, nie powiem ;). A młodsze pokolenie ma sporo szczęścia :).

      Usuń
    4. No i nie sposób się z Tobą nie zgodzić ;)

      Usuń
  3. I ja podpisuję pod słowami Radosława, na prawdę świetna recenzja, już po pierwszych zdaniach, wiedziałam, ze będę wpadać tu częściej :D
    Nad książką się jeszcze zastanowię, bo na razie mam sporo zaległości, ale nie mówię, nie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prowadzę bloga od niedawna, więc wiele to dla mnie znaczy :). Jeżeli chodzi o zaległości, znam to aż zbyt dobrze. Ciągle coś nowego do przeczytania/obejrzenia i tylko czasu brakuje ;).

      Usuń
  4. Kojarzę skądś tego pisarza, tylko nie wiem skąd... Chyba ktoś mi kiedyś o nim wspominał :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdzieś słyszałam o tej książce. Tytuł jest mi znany. Sama nie miałam okazji jej czytać, nigdy nie przewinęła się przez moje ręce. Zarys fabuły jest ciekawy, więc może i się w przyszłości na nią skuszę :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...