poniedziałek, 13 października 2014

"Książki są po to, by nam przypominać, jacy z nas durnie", czyli 451 stopni Fahrenheita.

Papier, drewno, wiklina... wszystkie wymienione materiały posiadają określoną temperaturę zapłonu. Wróćmy jednak
do tego pierwszego, ponieważ właśnie wykonane z niego książki są sednem całej historii.           
I koniecznie zapamiętajcie - 451 stopni Fahrenheita. W tej temperaturze papier zaczyna się tlić i płonie...

Tymczasem jednak wyobraź sobie, że siedzisz w cichym, ciepłym pokoju czytając ulubioną powieść. Jakie wrażenia przywołuje twój umysł - zadowolenie, spokój, przyjemność związaną z szelestem stronic? Podekscytowanie, gdy zbliżasz się do danej sceny lub cytatu? 
Nie w świecie wykreowanym przez Raya Bradbury'ego. Tam czytaniu książek towarzyszy jedynie ciągły niepokój, obawa, lęk. Bo sąsiad może złożyć na ciebie doniesienie,
bo mężczyźni w hełmach mogą w każdej chwili wtargnąć
do twojego domu... Bo z wszystkich twoich ukochanych książek pozostanie zaledwie popiół.



Według oficjalnych danych strażacy nigdy nie gasili pożarów, tylko
od zawsze wykonywali swój obywatelski obowiązek - jeździli do domów niesubordynowanych i buntujących się "wywrotowców", aby palić książki. Widok papieru pochłanianego przez ogień sprawia Guyowi Montagowi prawdziwą satysfakcję, tak jak każdemu innemu przedstawicielowi tej profesji. Jest szanowany, uznawany przez ogół za stróża porządku, obrońcę zasad, kogoś kto egzekwuje prawo i nie pozwala na zakłócanie spokoju
w państwie. Nikt natomiast nie troszczy się o los nagminnie niszczonej poezji i prozy, gdyż nie są już one potrzebne - nie w czasach, gdy w salonie zamiast zwyczajnych ścian można zamontować ściany telewizyjne...

Montag czuje samozadowolenie i dumę z zajmowanego stanowiska, jednak nawet w życiu gorliwego pracoholika może nastąpić nagły punkt zwrotny.
Spotkanie z niezwykłą sąsiadką, próba samobójcza żony, widok kobiety, która wraz ze swoimi książkami spala się
na jego oczach... Niespodziewane wydarzenia wpływają na tok myślenia bohatera i zmuszają go do przewartościowania dotychczas wyznawanych zasad.
Czy jego cała kariera jest tak naprawdę ogromną pomyłką? Czy jego postępowanie, zgodne przecież z literą prawa, to w istocie zwyczajny akt barbarzyństwa?


W 2013 roku 60% Polaków nie miało styczności chociażby
z jedną książką. Jedynie 10% naszych rodaków przeczytało ich więcej niż siedem. Zatrważające? Jak najbardziej, biorąc pod uwagę, że liczba czytelników z roku na rok maleje. 
Porównanie sytuacji ukazanej w 451 stopniach Fahrenheita z polską historią, a konkretnie epizodem powszechnie panującej w XX wieku cenzury, pozwala nam spojrzeć na problematykę powieści z szerszej perspektywy i przede wszystkim odnieść ją do obecnego stanu rzeczy, obserwowanego przez nas na co dzień. Komunistyczne restrykcje nie miały nic wspólnego z pragnieniami społeczeństwa - wręcz przeciwnie, dążyło ono do zmiany zasad narzuconych czytelnikom przez reżim. Jednak biorąc pod uwagę aktualne statystyki, jak blisko rzeczywistości opisanej przez Bradbury'ego się znajdujemy?
Czy w przyszłości ludzie nie pod wpływem przymusu,
a z własnej woli wyrzekną się czytania na rzecz bycia manipulowanymi
i ogłupianymi przez media? Przecież gdy spojrzymy dookoła można stwierdzić, że niektórzy już to zrobili...


Sama po książki sięgam w miarę możliwości często
i z chęcią, zatem nic dziwnego, że wizja autora wprowadziła mnie
w autentyczne przerażenie. Straszny jest sam fakt bezwzględnego unicestwiania uczuć, myśli i idei, które inna osoba postanowiła przelać
na papier, lecz jeszcze gorsza wydała mi się myśl o społeczeństwie nie znającym książek - bezmyślnym, zdegenerowanym, skupionym jedynie
na konsumpcji i wchłanianym przez pustą, złudną rzeczywistość kolorowych ekranów. W wizji amerykańskiego pisarza czai się pewien katastrofizm. Futurystyczny świat toczy wewnętrzna zaraza, a leku brak. Cywilizacja upada, a wszystko co zostało młodemu pokoleniu to wariackie, niebezpieczne wybryki. Przyszłość wisi na włosku, lecz ludzie tego nie dostrzegają, skupieni na odgrywaniu swoich roli
w bezcelowych telewizyjnych scenkach.

Mimo wszechobecnego kulturowego mroku tu i ówdzie zapala się iskra. Ktoś taki jak Guy Montag - buntownik, niepokorny rewolucjonista, który ma odwagę myśleć samodzielnie
i walczyć o to, by literatura nie zaginęła. Tysiące iskier wznieci płomień - ale ten płomień nie jest już źródłem destrukcji, a światłem na końcu tunelu.


17 komentarzy:

  1. Ja jestem w tych 10%, nie wyobrażam sobie życia bez czytania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i jest nas garstka, ale na szczęście nie musimy chować książek po kątach ;).

      Usuń
  2. Czytanie to moje życie. Nigdy nie zrozumiem, jak można funkcjonować bez czytania....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również tego nie rozumiem. Niestety, niektórzy mają inne rozrywki i po prostu nie da się ich przekonać, że przeczytanie jednej książki rocznie to niezbędne minimum :/

      Usuń
  3. Ciekawe... W moim otoczeniu bardzo mało osób czyta, no ale wiadomo, że trudno kogoś zmusić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie, którzy nie czytają moim zdaniem sami zubożają swoje życie. Szkoda, że nie zdają sobie z tego sprawy...

      Usuń
  4. Czytanie to moja miłość ;). Nie wyobrażam sobie życia bez książek ^_^

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam od kiedy pamiętam. Tej lektury jeszcze nie znam, ale zapowiada się smakowicie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czuję się wyjątkowa, ponieważ czytam więcej niż siedem książek rocznie. Dużo więcej :)
    Nie słyszałam jeszcze o książce z taką tematyką, więc mnie zainteresowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla nas czytanie tylu książek to normalny stan rzeczy, inni dostają wysypki na samą myśl ;)

      Usuń
  7. Rok pierwszego wydania - 1953 r. (<3). Dla mnie może nie tle przerażającym, co głupim i bezsensownym pomysłem jest palenie książek. Niech ktokolwiek pomyślałby tylko o spaleniu moich skarbów, obiecuję, że zginie w męczarniach :) A tak serio, to straszna jest ta wizja. Nigdy nie chciałbym a by coś podobnego miało miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla nas to głupi pomysł, ale z punktu widzenia państwa chcącego zmanipulować obywateli... całkiem sensowny. Wiadomo, człowiek ograniczony = człowiek podatny na indoktrynację ;)

      Usuń
    2. I niestety manipulacja ludźmi przychodzi z łatwością. Dlaczego w wiadomościach i programach informacyjnych przedstawiane są wyłącznie złe wiadomości? Śmierć, gwałty, tragedie. Czemuż dobre wiadomości są taką rzadkością? Dlatego, żebyśmy wierzyli, iż jesteśmy źli. Po to, ażeby zło, nienawiść zawładnęły światem. I tak, jak to określiłaś, człowiek ograniczony = człowiek podatny na indoktrynację. A może wystarczy niewielki i przyjemny gest, jakim jest przeczytanie książki, żeby ludzie zmądrzeli? :)

      Usuń
    3. Problemem jest tylko to, że sama umiejętność czytania nie wystarczy. Trzeba jeszcze umieć zinterpretować książkę we właściwy sposób (chociaż oczywiście nie musi być to jedna interpretacja, chodzi o to, żeby nie poprzestać na powierzchownym czytaniu). No i przede wszystkim dobór lektury, bo niestety odnoszę wrażenie, że niektóre współczesne książki zamiast pomagać, jeszcze bardziej ogłupiają - co mnie osobiście bardzo smuci :(

      Usuń
  8. To jedna z tych książek, które sprawiają niemal fizyczny ból podczas czytania - choć zakończenie nie należy do negatywnych. Człowiek i jego historie przetrwają, nieważne co się stanie...

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...