wtorek, 9 września 2014

Palimpsest, czyli powroty za wszelką cenę.

Rankiem budzisz się w łóżku obok przypadkowej osoby. Nic do niej nie czujesz, trudno tu nawet o szczere pożądanie. Pożądasz czegoś zupełnie innego, a ta osoba i tatuaż-znamię, siatka zaplątanej pajęczyny ulic szpecąca jej skórę, to dla ciebie przepustka. A przecież musisz tam powrócić za wszelką cenę...

Bohaterowie wracają.

Rozkochana w pociągach młoda Japonka, wspominająca dzieciństwo spędzone z chorą psychicznie matką.

Imigrant z Rosji mieszkający w Nowym Jorku, nawiedzany przez zmarłą przed jego narodzeniem siostrę.

Pszczelarka o imieniu November, czytająca setki razy jedną książkę, którą wskazał jej zmarły ojciec będący bibliotekarzem.

Rzymski introligator, gorliwy katolik zaplątany w toksyczną relację     ze swoją żoną Lucią...

...wszyscy oni wracają do miasta z pogranicza snu i jawy, miasta zarówno fascynującego i niepokojącego. Palimpsestu, który uczynił       z nich swoich dobrowolnych, fanatycznie oddanych niewolników.

Jak wielu rzeczy musieli się wyzbyć, żeby wkroczyć tam chociażby       na jedną noc? I ile będą musieli oddać, żeby zostać tam                     na zawsze... 

Catherynne M. Valente jest również poetką. Nie zaskoczyła mnie ta informacja, gdyż cała jej książka wydaje się poetyzmem przesiąknięta - nie tylko kwieciste, metaforyczne i przemawiające do zmysłów obrazy, ale przede wszystkim głęboko oniryczny, nierzeczywisty klimat.
Bo Palimpsest to sen, a w każdym śnie za maską tajemniczego piękna kryje się coś więcej. Bo Palimpsest to baśniowość, groteska i mrok przenikające się nawzajem w stale zmieniających się proporcjach,
a bohaterowie odczują to - wiele razy dosłownie - na własnej skórze. Mimo wszystko będą gotowi na każde upodlenie, na przekroczenie każdej granicy moralnej, aby zyskać swój środek odurzający pod postacią Miasta, groźnego i pociągającego niczym mityczna bestia.

Powieść to w gruncie rzeczy zbiór impresji. Z jednej strony mamy desperackie dążenia bohaterów w znanej nam (ale niekoniecznie tak oczywistej...) codzienności, z drugiej strony kolejne widoki krętych niczym labirynt ulic Palimpsestu. Brak tu moim zdaniem jednoznacznego wątku przewodniego - mamy czwórkę ludzi i ich najgłębsze pragnienia, przesypujące się jak ziarna piasku po kolejnych stronach. 

Prawdopodobnie dlatego powieść nie przypadła mi do gustu tak bardzo jak poprzednie opisywane przeze mnie pozycje, czyli chociażby Wurt, który wyrasta z całkowicie odmiennej specyfiki (trudno właściwie
na jakiejkolwiek płaszczyźnie porównywać cyberpunkowe SF              i liryczną, bliższą raczej fantastyce historię Valente - chociaż w obu przypadkach głównym motywem wydaje się być przekraczanie granic   i pragnienie ucieczki w inną rzeczywistość).

Z całą pewnością nie polecam nikomu, kto ceni wartką akcję ponad charakterystyczny nastrój, magię i osobliwość. Książka dla każdego, kto preferuje poezję w prozie, dla każdego, kto pozwala swojej wyobraźni wybiec dalej, niż pozwala na to przeciętna lektura               z księgarnianej półki. 

No i oczywiście dla każdego, kto lubi wyzwania jakie serwują nam       na Uczcie Wyobraźni.


Wszystkie okładki z serii Uczty Wyobraźni wydają się idealnie skomponowane z treścią książek.
W przeciwieństwie do wielu innych okładek, te przykuwają uwagę czytelnika i wprowadzają w klimat historii.


Ład jest przechodni: uporządkuj jedną drogocenną rzecz, a uporządkujesz cały wszechświat.

Chcemy uciec ze świata naszych rodziców, którzy udają, że nie wiedzą o naszym istnieniu, naszych podróżach i pragnieniach, choć sami przecież żyją, podróżują i pragną.



x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...