wtorek, 23 września 2014

O wampirach i wilkołakach inaczej, czyli wrażenia po pierwszej wizycie w Hemlock Grove.

Do niewielkiego miasta w Pensylwanii przyjeżdża nastoletni Cygan - Peter, skrywający prawdę o swojej podwójnej naturze. Na miejscu poznaje zamożnego Romana, który najwidoczniej nie ma pojęcia o tym, że sam również nie jest w pełni człowiekiem...
Tymczasem w niezwykle brutalnych okolicznościach ginie młoda dziewczyna, a podejrzenie pada właśnie na tę dwójkę. 

Wampiry, wilkołaki, nastoletni bohaterowie? Nie, wcale nie chodzi
o lovestory Edwarda i Belli, ale o Hemlock Grove, mało popularny amerykański serial z 2013 roku (na podstawie książki, której autorem jest Brian McGreevy). Intryguje mnie ta produkcja, nie zaprzeczę. Wygląda
na to, że twórcom udało się wnieść nową jakość do tematu, który w ciągu ostatnich lat stał się tak powszedni, że aż prostacki. Co prawda wzdrygałam się na samą myśl o kolejnym wampiryczno-likantropijnym banale, ale całe szczęście HG nie ma praktycznie nic wspólnego
z paranormal romance. Jak prezentuje się całokształt tej produkcji?   

Z pewnością dosyć kontrowersyjnie... co wcale nie znaczy, że źle.



Samo połączenie gatunkowe uważam za zachęcające, gdyż typowej
w gruncie rzeczy parze horror + fantasy towarzyszy wątek SF oraz motyw kryminalny, a w pewnej mierze również rys typowy dla kina psychologicznego. Poszczególne składniki tworzące Hemlock Grove wydają się co prawda schematyczne i oklepane (brutalne morderstwo, różnorakie kreatury itd.) ale w ostateczności tworzą one krwawą, pełną grozy i mroku mieszankę, którą warto poznać - chociażby po to, by wyrobić sobie własną opinię na temat serialu wzbudzającego tak ambiwalentne odczucia wśród widzów. Klimat z czystym sumieniem można określić jako tajemniczy, nie brak tu zagadkowych snów, wizji czy niedomówień.

Landon Liboiron i Bill Skarsgård doskonale pasują do swoich ekranowych kreacji pod względem fizycznym, lecz przede wszystkim obaj potrafią tchnąć życie w granych przez siebie bohaterów i ukazać ich głębię, nie zaś tworzyć mdłe, papierowe wizerunki. Bohaterowie mimo młodego wieku intrygują, a nie drażnią, jak to często bywa. Są nie tylko wiarygodni, ale też niezwykle charakterystyczni. Peter chodzi jedynie w skórzanej kurtce i podartych dżinsach, Roman natomiast to typ eleganta z nienaganną fryzurą i nieodłączną stylową marynarką. Stanowią pod każdym względem swoje przeciwieństwa, jednak właśnie ten kontrast sprawia, że się uzupełniają tworząc skomplikowany, ale zapadający w pamięć duet. Emocje wzbudza również kreacja Famke Janssen, która gra piękną
i pociągającą, ale zarazem okrutną matkę Romana. Sympatię natomiast wzbudza postać Shelly - zdeformowanej i nienaturalnie wysokiej, ale zarazem bardzo uczuciowej siostry młodego dziedzica.


Nie ma tu za grosz ckliwości, nie ma popadania w znienawidzone przeze mnie teen drama (zapewne dlatego, że ten serial wcale nie wydaje się być przeznaczony dla młodzieży; ufff, oczami wyobraźni widzę shiperki stawiające Petera i Romana na ślubnym kobiercu). W czasie seansu wiesz, że masz do czynienia z horrorem, nie zaś tanią operą mydlaną
z krwiopijcami w tle - wystarczy przypomnieć sobie scenę przemiany
w wilkołaka, którą spokojnie można określić jako dosyć przerażającą (moim skromnym zdaniem naprawdę udana).

Hemlock Grove jest do szpiku współczesne, prezentuje zupełnie inne podejście do motywów grozy niż chociażby Penny Dreadful. W obu produkcjach zostaje ukazana zbrodnia, w obu dominuje mrok i ciemność,
w obu pojawiają się niebezpieczne tajemnice czy mocne, krwawe sceny. PD czerpie prosto ze stworzonych niegdyś historii (jednak w sposób ambitny i oryginalny), HG natomiast nawiązuje do najbardziej modnych, powszechnych XXI-wiecznych motywów, bez skrupułów przetwarzając je, mieszając i o dziwo osiągając nowatorski rezultat. Niezaprzeczalny plus to również klimatyczna muzyka Nathana Barra, która - stanowiąc
w pewnym sensie preludium do seansu - wprowadza w pełen niepokoju nastrój. Na uwagę zasługują także intrygujące, pełne niejednoznaczności dialogi między bohaterami.


Podsumowując, serial rzecz jasna miewa słabsze momenty. Ktoś, kto oczekuje zapierającej dech w piersiach akcji przez całą godzinę
z pewnością się znudzi, a ktoś, kto lubi mieć jasny, wyraźny obraz wydarzeń i wiedzieć cały czas co się dzieje na ekranie, skończy seans dosyć poirytowany. Jeżeli chodzi o główny motyw sezonu, uważam, że twórcy powinni nieco bardziej się w niego zagłębić. Pomysł na tożsamość czarnego charakteru całkiem zaskakujący, co nie zmienia faktu, że ów charakter niezmiernie mnie irytował...


Niektóre wątki mogą się wydać konserwatywnym widzom nieco zbyt dziwaczne czy odbiegające od normy, chociaż akurat mi to odpowiada - zwyczajnie lubię eksperymenty na ekranie i łamanie konwencji. Parę odcinków zaniżało ogólny poziom, ale żaden z nich nie rozczarował mnie kategorycznie. Stanowczo nie polecam wrażliwcom, którzy mają odruch wymiotny na widok wypatroszonych zwłok bądź wypadających gałek ocznych... (nie zniechęcajcie się jednak faktem, że w scenariuszu maczał palce Eli Roth, bo aż tak źle nie jest ;). Z drugiej strony na widzach, którzy przywykli do oglądania krwawych łaźni, HG nie zrobi pod tym względem specjalnego wrażenia (moim zdaniem to plus, w końcu to nie gore, tylko horror z wątkami fantasy!).



Oceny serialu są naprawdę skrajne - niektórzy uważają HG za rewelacyjną i niepowtarzalną wariację na temat wampiryzmu i wilkołactwa, inni zaś dostrzegają jedynie kolejną amerykańską, popkulturową szmirę
z potworami w tle. Elementy, które jednych zachwycają, innych odrzucają - ale to właściwie norma. Jak już się pewnie domyśleliście, po pierwszym sezonie jestem znacznie bliżej opcji numer jeden, aczkolwiek nie próbuję udawać, że jest to produkcja o szczególnych ambicjach. Jeżeli oczekujecie nowatorskiej rozrywki, tajemnicy i napięcia - myślę, że się nie zawiedziecie, bo w tym serialu znajdziecie ich pod dostatkiem.


PS. Czerwony Jaguar XK150 produkowany w latach 1957-61, to kolejny obok Impali z 1967 roku serialowy samochód, który skradł moje serce :). Zazdroszczę Romanowi ;).



4 komentarze:

  1. Nie słyszałam o tym serialu :O A są to moje klimaty, więc podejrzewam, że niedługo sprawdzę czy przypadnie mi do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie dziwię się, że nie słyszałaś o HG, ja trafiłam na ten serial chyba jakimś cudem :). Na Filmwebie też ma bardzo mało głosów w porównaniu z innymi serialami.

    OdpowiedzUsuń
  3. No ja się waham, czy oglądać ten serial, z powodu braku czasu na wszystkie seriale:D.. Ale uwielbiam takie klimaty, więc zapewne zarzucę temat gdy skończę Walking Dead:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten ból... Kiedyś oglądałam chyba siedem seriali równocześnie, teraz z braku czasu ograniczyłam ich liczbę tylko do ulubionych ;).

      Usuń

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...