poniedziałek, 15 września 2014

Nieco krótsze tipsy, czyli świat baśni (mimo wszystko) w wersji hard.

Nadszedł wreszcie chwalebny i upragniony dzień, kiedy w moje ręce wpadła druga część Rewolucji według Ludwika. O przygodach naszego cynicznego, błyskotliwego książątka obdarzonego niezwykle bujnym owłosieniem głowy, naskrobałam już coś niecoś jakiś czas temu.
Wiadomo, że jeżeli książka/film/komiks przypadnie nam wyjątkowo do gustu, kontynuacji wyczekujemy z podnieceniem i zniecierpliwieniem, ale również pewną dozą niepokoju - zawsze istnieje możliwość, że spotka nas bolesne rozczarowanie. A jak efekty pracy Kaori Yuki mają się do moich nadziei i obaw? O tym niżej (możliwe małe, ale to bardzo małe spoilery ;).





Wygląda na to, że jedynym zmartwieniem księcia Lui nie jest już tylko znalezienie odpowiedniej (czyt. posiadającej miseczkę od D wzwyż) kandydatki na żonę. Otóż ojczulek w obciachowej peruce, korzystając z nieobecności krnąbrnego syna postanowił zmienić swoje rozporządzenia odnośnie dziedziczenia tronu (sprawa okazuje się delikatnie mówiąc podejrzana i ciekawi mnie, jak autorka rozwinęła ten wątek w kolejnej części). Tymczasem nieświadomy dworskiej intrygi Ludwik, przemierza siedem gór i rzek wraz ze swoim wiernym (oraz słynącym z naiwności) sługą Wilhelmem. Ich śladami podąża bezwzględna i śmiertelnie niebezpieczna, znana nam już skrytobójczyni Lisette alias Czerwony Kapturek, która wydaje się wyjątkowo zadowolona ze swojego nowego zlecenia (nie ma to jak łączyć przyjemne z pożytecznym). 
A tak à propos szeroko rozumianej przyjemności, powraca również znajoma wiedźma-masochistka o wyjątkowych gabarytach, która tym razem robi za kogoś
w stylu demonicznej pokojówki (układ ten przyniesie kolejne problemy urodziwemu księciu, no ale czego innego można było się spodziewać...?).




Tym razem autorka mangi stawia na parodię nieco mniej znanych baśni braci Grimm. O ile długowłosa Roszpunka jest jak sądzę powszechnie kojarzona (chociażby po disneyowskich Zaplątanych ;), o tyle baśń pt. Dziewica Malena była dla mnie - i zapewne większości czytelników - dotychczas zupełnie obca. Żabi król oraz Gęsiareczka są chyba nieco bardziej popularne, ale z pewnością nie można porównywać ich pod tym względem choćby do ukazanych w pierwszej części Królewny Śnieżki czy Śpiącej królewny (których rolę w popkulturze wyznaczyła również wytwórnia Disney). Sama autorka przyznaje w przypisach,         że brak powszechności tych historii może utrudnić odbiór samej mangi, dlatego wyjaśnia bieżące kwestie na marginesach, a na końcu mangi zamieszcza streszczenia całych baśni.

Rzuca się w oczy fakt, że Lui nie jest już dupkowatym sadystą, którego dotychczas znaliśmy - no, przynajmniej nie do końca, bo nadal przejawia pewne skłonności
do pastwienia się nad wszystkimi dookoła. Wyobraźcie sobie jednak, że stać go na dobre słowo albo (o zgrozo) zwyczajne, ludzkie odruchy empatii! Wydawałoby się, że coś tu stanowczo nie gra, ale na szczęście książę nie traci "pazura" (nie, nie mam tu na myśli tipsów). Podsumowując - ponownie otrzymujemy świat baśni
w krzywym zwierciadle, nieco grozy, sporą dawkę humoru (żabi król!), a przede wszystkim uwielbianą przeze mnie kreskę, bez której ta manga stanowczo straciłaby swój gotycki klimat. Myślę, że w porównaniu z częścią pierwszą wysoki poziom, zarówno pod względem rysunku i fabuły, został utrzymany. Miłośnikom polecam z czystym sumieniem, a tych, którzy swojej przygody z Ludwikiem jeszcze nie zaczęli, odsyłam do poprzedniej mangi (z moim stałym zastrzeżeniem,
że stanowczo nie jest to pozycja dla każdego odbiorcy :).




Za udostępnienie "Rewolucji..." dziękuję kochanej Agacie :*





2 komentarze:

  1. Komiksy to nie moje klimaty, a tym bardziej anime (o ile to jest anime, jeśli się mylę to przepraszam, ale jestem kompletnym laikiem), jedyne co dla mnie z anime jest numerem jeden (właściwie to jedyny numer na mojej liście :P ) to Dragon Ball :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Też nie zaliczam się do specjalistek, jeżeli chodzi o kulturę japońską, ale z tego co się orientuję nazwa anime dotyczy jedynie animacji (nawet się kojarzy) ;). Szczerze, ja też kiedyś myślałam, że nigdy nie polubię mang ale jak widać się myliłam :). Warto spróbować :P.

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...