poniedziałek, 1 września 2014

Wątroba na patelni, czyli o Hannibalu-kanibalu.

Hannibal (możliwe mini-spoilery; nie zdradzam kluczowych momentów ani rozwiązań, ale opisuję motywy).

Czasami zdarzają się takie seriale, które przerastają skalę odporności normalnego widza. Czasami zdarzają się takie seriale, które odrzucają tegoż widza makabryczną oprawą  a nawet nieco irytują, ukazując coraz to dziwniejsze
(i bardziej podejrzane) wizje scenarzysty. A jednak widz nadal ogląda... I mimo odruchu wymiotnego jest coraz bardziej zafascynowany.




Przepis Bryana Fullera jest dosyć... hm, specyficzny:

- nieprzeciętnie inteligentny psychiatra-psychopata
- empatyczny, równie inteligentny i nieco neurotyczny konsultant FBI
- zwłoki serwowane w mało "smacznych" dla przeciętnego odbiorcy, acz bardzo wykwintnych kompozycjach
- jeszcze więcej zwłok
Wszystko to doprawione utworami muzyki klasycznej i kuchnią artystyczną
w wykonaniu dr. Lectera, podane w sosie własnym.

Z całą pewnością nie jest to danie dla delikatnego podniebienia. Mroczny, ciężki klimat, duża dawka makabry i stawianie na pierwszym miejscu efektowności ukazywanych scen - oto specyfika fullerowskiego Hannibala. Realizm wydarzeń nie należy do wartości najbardziej cenionych przez twórców tego dzieła małego ekranu, więc jeżeli masz w zwyczaju doszukiwać się pod mikroskopem kolejnych niedociągnięć powinieneś zrezygnować albo ze swojego zwyczaju, albo z powyżej opisanego serialu.


Plus widowiska to duża dbałość o detale - każda scena jest starannie dopracowana i - jeżeli 80% tych scen nie ukazywałoby kolejnych zbezczeszczonych na 1001 sposobów zwłok - można by powiedzieć, że ogląda się je z prawdziwą przyjemnością (żeby nie wyjść na dewianta należy stwierdzić, że docenia się samą estetykę wizualną). Kolejnym elementem, który działa na rzecz Hannibala jest doskonałe moim zdaniem aktorstwo. O ile Hugh Dancy kreuje postać, do której trzeba się po prostu przyzwyczaić, o tyle Mads Mikkelsen wydaje się być stworzony do roli opanowanego, inteligentnego i przebiegłego Lectera. Uwagę przykuwają również tytuły docinków, które nawiązują do potraw - w pierwszym sezonie kuchni francuskiej, w drugim zaś - japońskiej. Może w którymś z kolejnych sezonów znajdzie się miejsce na odcinek pt. "Bigos"? ;)


UWAGA... możliwe większe spoilery.

Podsumowując... Totem z ciał? Pestka. Ludzka wątroba na patelni? Normalka. Życzę smacznego...
Tymczasem trzeci sezon nadchodzi. Strach się bać, co tym razem zaprezentuje widzom pan Fuller-Zboczone-Pomysły. 
Po zakończeniu drugiego sezonu (moim zdaniem trochę à la George R. R. Martin, którego motto zapewne znacie...) wszyscy siedzą jak na szpilkach. Będzie lepiej?
A może... kiszka (lub wątroba). 
Statek z tzw. hannigramem raczej już odpłynął, więc niektórzy są niepocieszeni. Ja osobiście nie płaczę.








CYTAT DNIA: "eat the rude"

7 komentarzy:

  1. jak mógł nie dodać się komentarz faraona,buu. Serial specyficzny, choć ja lubię takie obrzydliwe klimaty i mam nadzieję, że się wkręcę. Spojlerów nie czytam, ale wiem już i tak o nosie xD this blog has been approved by Pharaoh Klaudia I <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo żałuje, że chociaż cząstki Hanniego nie przemycono do "50 tG"... można byłoby wtedy zjeść całą głupotę, która bucha od postaci.
    Jeden z najlepszych seriali ostatnich lat, i nie chodzi mi o świetne przepisy kulinarne i obłędne uprawy [patrz odc2 sez 1], raczej o psychologię.
    pozdrawiam szczególnie "konstruktywną krytykę" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomijając piętrzący się stos zwłok, nie da się ukryć, że głównym motywem serialu jest właśnie gra psychologiczna na linii Will-Hannibal. Ciekawi mnie, jaki kierunek zostanie obrany w sezonie trzecim...

      Usuń
  3. Hmmm... oglądałam kilka pierwszych odcinków, ale jakoś mnie nie wciągło. Może jednak powinnam dać ''Hannibalowi'' drugą szansę? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi na przykład pierwszy odcinek kompletnie się nie spodobał i zrezygnowałam z dalszego oglądania. Później jednak pomyślałam, że warto spróbować jeszcze raz no i tym razem mnie wciągnęło :).

      Usuń
  4. Rzadko oglądam seriale, ale może ten powinnam. Tylko się zastanawiam, czy potem coś bym przełknęła przy stole....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat - co zaskakujące - tego problemu nie mam, ale znam osoby, które po seansie "Hannibala" reagują w podobny sposób ;). Wyjścia są dwa, albo się uodpornić, albo oglądać serial już po wszystkich posiłkach ;).

      Usuń

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...