sobota, 27 września 2014

Kręta droga ucieczki na ekranie, czyli The Maze Runner wreszcie w kinach.

Dystopie młodzieżowe, które przypadły mi do gustu można policzyć
na palcach jednej ręki - powodem jest zazwyczaj powtarzalność głównego motywu.
Jak jednak wiadomo, w tym gatunku trudno o coś absolutnie nowego i nie da się uniknąć pewnych podobieństw fabularnych - dlatego męczy mnie ciągłe doszukiwanie się zbieżności z Igrzyskami śmierci wszędzie tam, gdzie występują walczący nastolatkowie (a przecież sam pomysł S. Collins niebezpiecznie przypomina japońskie Battle Royale, co wcale nie przeszkadza mi w docenianiu jej trylogii).

Ostatnimi czasy dostajemy całkiem solidną dawkę ekranizacji książek
dla młodzieży. Po dwóch częściach Igrzysk... i Niezgodnej, na świeczniku znalazł się Więzień labiryntu. Bestseller Jamesa Dashnera przyniósł gatunkowi pewne odświeżenie - koncepcja nie przypomina żadnej innej,
z którą spotkałam się do tej pory. Motyw labiryntu autor przenosi na grunt popularnej dystopii, otrzymując tym samym oryginalną, wciągającą fabułę(i dobry materiał na scenariusz).


Po przydługim wstępie czas przejść do tematu, czyli samej ekranizacji Więźnia... . Biorąc pod uwagę fakt, że najpierw przeczytałam książkę zabrakło mi trochę niepewności, która dodaje seansowi smaku. Kiedy widzowie za mną szeptali coś w stylu "ciekawe, czy teraz zginie", ja doskonale znałam zakończenie danego wątku. Nie oznacza to jednak,
że film niczym mnie nie zaskoczył - wręcz przeciwnie, czułam napięcie tak samo jak wszyscy, którzy z tą historią zetknęli się po raz pierwszy.



Poziom aktorski może nie powala na kolana, ale wszyscy kreują swoje role przekonująco i bez wpadek. Najbardziej przypadła mi do gustu trójka Thomas, Minho, Chuck, bo tak mniej więcej wyobrażałam sobie tych bohaterów. Czytelnik zauważy różnice czy pominięte szczegóły, które mogą go zirytować, jednak moim zdaniem jedna zmiana wyszła na dobre,
a mianowicie Bóldożercy. Dashner przedstawia je jako potężne stwory rozmiarami przypominające krowę, z wystającymi z tułowia różnymi narzędziami typu nożyce, pręty czy piła tarczowa. W filmie widzimy
za to kreatury podobne do robo-pająków, których głowy przywodzą na myśl mało apetyczne połączenie Predatora z Obcym. Walki nastolatków z tymi stworami przeraziły mnie podwójnie, bo za pająkami nie przepadam, pomysł jednak jest pierwszorzędny, a efekty odpowiednio widowiskowe. Warto wspomnieć o widoku samego labiryntu, który robi przytłaczające i ponure wrażenie. Gdy się na niego patrzy od razu wiadomo, że droga wyjścia nie będzie usłana różami. 


Podsumowując, mimo niedociągnięć to całkiem solidna ekranizacja. Tym, którzy nie przeczytali książki, może być nieco trudno wczuć się w uczucia czy motywacje bohaterów, będą za to mieli większą dawkę emocji. Rozrywkowe, ekscytujące kino bez specjalnych dłużyzn, które nie każdemu przypadnie do gustu, ale na pewno warto spróbować. Dla czytelników
J. Dashnera obowiązkowe - chociażby dla porównania.


Za miłe towarzystwo w kinie dziękuję Klaudii z http://pharaohs-curse.blogspot.com



12 komentarzy:

  1. "Więźnia labiryntu" mam w planach już od dluższego czasu, jednak nadal nie miałam sposobności go oglądnąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli nie czytałaś książki to jednak polecam od niej zacząć :).

      Usuń
  2. Muszę przyznać, że zachęciłaś mnie do najpierw przeczytania książki, a później obejrzenia ekranizacji ;) Chyba wiem o czym mówisz, bo sama po przeczytaniu Igrzysk śmierci mimowolnie dopatruję się podobieństw w innych książkach, a raczej nie dopatruję się, a one same przychodzą mi na myśl, ale wiadomo jak coś raz wyszło i stało się sławne to będzie wychodzić coraz częściej aż do znudzenia ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najczęściej czytelnicy doszukują się podobieństw na linii "Igrzyska" - "Niezgodna", ale jak na mój gust podobieństwa kończą się na gatunku i bohaterce płci żeńskiej ;). Jednak walka na śmierć i życie a wybór frakcji to spora różnica ;).

      Usuń
  3. Całą trylogię uwielbiam i bardzo chętnie zobaczę film, jednak muszę jeszcze trochę poczekać, zanim w moim staroświeckim kinie będzie taka możliwość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście u nas jest od jakiegoś czasu większe kino, ale znam ten ból ;).

      Usuń
  4. Miałam zamiar pójść na ten film do kina.
    Niestety na razie nie mam czasu na książkę ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytanie książki przed obejrzeniem filmu ma swoje plusy i minusy, ale jednak radziłabym zacząć od niej :).

      Usuń
  5. Mam ochotę wybrać do kina na ten film, ale najpierw muszę przeczytać książkę. Jednak na razie szkoła mi psuje te plany :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też cierpię na notoryczny brak czasu z powodu szkoły - zwłaszcza, że klasa maturalna :/

      Usuń
  6. Czytałam książki, a film zdążyłam już obejrzeć ;) Jak na film jest bardzo dobry, ale jako ekranizacja - nie za bardzo :/

    Pozdrawiam,
    Alpaka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ukryć, że w filmie zabrakło wielu elementów istotnych z punktu widzenia czytelnika. Jednak trudno jest zmieścić wszystkie wątki w niecałych dwóch godzinach, więc staram się nie patrzeć zbyt surowo ;).

      Usuń

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...