piątek, 19 września 2014

Hyperion, czyli opowieści pielgrzymów.



Niezwykła okładka... Wprowadza w nastrój tajemnicy i grozy.

Błyskawice. Statek kosmiczny o barwie hebanu unosi się nad pogrążoną  w mroku planetą, po której powierzchni z rykiem przemykają ogromne gady. W tle Preludium cis-moll Rachmaninowa. Ale dla grającego ten utwór Konsula Hegemonii, prawdziwa podróż dopiero ma się zacząć.



Od początku przeczuwałam, że Hyperion Dana Simmonsa - dzieło     w kręgach czytelników literatury SF bardzo znane i cenione (uznawane nawet za wybitne), będzie stanowiło dla mnie niemałe wyzwanie.
Ja jednak wyzwań czytelniczych nie unikam, zwłaszcza jeżeli mam       do czynienia ze science fiction lub fantasy różnego kalibru.
Już sama koncepcja wydaje się (a co więcej jest) nietuzinkowa i daleka od powielania typowych gatunkowych wzorców. 
Ale to nadal jedynie koncepcja. Wykonanie natomiast przerasta wszelkie oczekiwania - uniwersum stworzone przez autora to idealnie dopracowana, wyrafinowana kompozycja (zawarta na ponad sześciuset stronach), której szczegółowość może przyprawić nieprzyzwyczajonego czytelnika o zawrót głowy (podobnie jak             w Diunie, chociaż może nie aż w takim stopniu).

Niech Was to jednak nie zniechęca, bo powieść Simmonsa to nie tylko statki kosmiczne, międzygwiezdne podróże i atak obcej cywilizacji.
To nawet nie pielgrzymka na tajemniczą planetę Hyperion, chociaż dla pisarza staje się ona swoistym punktem wyjścia. 
Siedmioro pielgrzymów: Kapłan, Żołnierz, Uczony, Poeta, Kapitan, Detektyw i Konsul (uczynienie bohaterami osoby reprezentujące tak różnorakie dziedziny nadaje historii wymiaru parabolicznego) zostało wybranych, aby spotkać mityczną i budzącą grozę istotę uważaną
za bóstwo - Chyżwara.
Każdy z nich będzie miał szansę przedłożenia swojej prośby, dzięki czemu może ocalić ludzkość, jednak tylko jeden zostanie wysłuchany.
I tylko ten jeden przetrwa.

Podczas gdy zbliża się cel, coraz bliższe wydaje się również widmo śmierci. Sześciu z wybrańców połączonych wspólnym przeznaczeniem opowiada swoje historie. 

Muszą je opowiedzieć - być może to ostatnia szansa w ich życiu... 
Wspólnie powracają do tego, co sprawiło, że znaleźli się na jednym statku, zmierzającym w stronę bezlitosnego Chyżwara. Niektóre          ze wspomnień są bardziej wciągające, inne mniej, łączy je jedno - nadają całej książce wyższy wymiar literacki. Hyperion nie jest             w końcu nastawiony jedynie na zapewnienie czytelnikowi rozrywki. Autor ustami pielgrzymów zadaje fundamentalne pytania natury etycznej i religijnej, ukazuje ich wątpliwości, straty i desperację. Powieść wywołuje równocześnie smutek, zachwyt nad nieograniczoną żadnymi ramami wyobraźnią Simmonsa, zazdrość (ech, jakie on ma pomysły...) ale też pewną frustrację (zakończenie).

Podsumowując - polecam. 
Dla czytelnika nie przyzwyczajonego do SF może być to wrzucenie       na głęboką wodę, ale od czegoś trzeba zacząć - najlepiej od tego, co zafascynuje i zachęci do sięgnięcia po więcej

Ponoć Warner Bros planuje stworzyć filmową adaptację książki Simmonsa (premiera zaplanowana na 2015 rok). Jeżeli plan się powiedzie, oczywiście pobiegnę do kina aby sprawdzić rezultaty. Obawiam się jednak, że nie będą one zadowalające... Mam nadzieję, że chociaż raz moje pesymistyczne wizje się nie sprawdzą.

2 komentarze:

  1. Chociaż nie bardzo przepadam za SF to jakoś mnie zaintrygowała ta książka, szczególnie fakt, że tylko jeden może zostać wysłuchany i przeżyje. Nie wiem, może kiedyś sięgnę po nią, ale nie jestem do końca pewna czy tak się stanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Literatura SF ma swoją specyfikę, do której może być trudno przywyknąć, ale jak najbardziej zachęcam :).

      Usuń

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...