środa, 3 września 2014

Dekadencki koszmar, czyli w podziemiach Veniss.

Veniss - futurystyczne miasto, którego nazwa swoim brzmieniem przywodzi na myśl syk żmii. Trudno uciec od tego porównania w trakcie czytania, gdyż jad, na pierwszy rzut oka niewidoczny, a jednak śmiertelnie niebezpieczny, przetacza się przez ulice książkowej metropolii kumulując się w jej podziemiach...

Książka VanderMeera nie jest dla każdego. Jeżeli ktoś w fantastyce oraz science fiction upatruje jedynie źródła wrażeń estetycznych, lepiej niech Podziemi... nie dotyka. A jeżeli już dotknie, niech przygotuje się na szok.
Bo ta powieść nie jest piękna, jest przesiąknięta mrokiem i oparami dekadencji. 
Niebieskie słoniowate istoty i gadające surykatki - to, co dotychczas mogło się nam kojarzyć jedynie z produkcjami Dream Works - teraz staje się synonimem antyutopii.
Veniss poznajemy z trzech punktów widzenia, co autor dodatkowo podkreśla prowadząc trzy typy narracji. Muszę przyznać, że zabieg ten okazał się oryginalny i efektowny, wyodrębniając autonomiczne sylwetki bohaterów, których losy okazują się nieodwołalnie połączone z miastem
i jego podziemiami.

Schodzenie wraz z autorem do coraz głębiej położonych rejonów podziemi Veniss, przypomina wędrówkę przez kolejne kręgi dantejskiego piekła. Nigdy nie wiadomo jaki koszmar czai się za rogiem tego nieprzewidywalnego, okrutnego świata, w którym ludzi hoduje się
w kadziach, większość części ciała możesz utracić jeszcze za życia
na rzecz banku organów, a pożądane przez ludzi istoty zmodyfikowane genetycznie okazują się być czymś znacznie mniej niewinnym, niż tylko domowymi pomocnikami.


Jaki los czeka ludzkość? Czy nasz gatunek przetrwa, czy okaże się niedostatecznym wytworem ewolucji? - pyta VanderMeer. Rozwiązanie autora trudno traktować poważnie, nawet jeżeli zajrzy się w przyszłość bardzo, ale to bardzo daleko. 
Podziemia Veniss są antyutopijną, skrajną wariacją łączącą elementy złego snu i halucynacji. Są równocześnie wcieleniem idei tak oryginalnej
i z punktu widzenia klasycznego SF kontrowersyjnej, że warto poświęcić czas na ich poznanie (o ile rzecz jasna jest się posiadaczem otwartej wyobraźni i nie ma się uczulenia ani na makabryczne dziwactwa, ani 

na sierść dwumetrowych zabójczych surykatek).



A może ja po prostu chcę prześliznąć się przez życie niewidzialna, nieważka. Może przeżywane w ten sposób życie jest łatwiejsze, może przynosi więcej zadowolenia...


1 komentarz:

  1. ooo,kolejna antyutopia - lubię to <3 kolejna książka do listy ,,trzeba przeczytać''. a kiedy ja mam się uczyć?! :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi gościu, o ile jakimś cudem przebrnąłeś przez powyższego posta, racz wyrazić swoją opinię na jego temat ;). Postaram się odwiedzić Cię tak szybko, jak będzie to możliwe i również pozostawić po sobie ślad :).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...