piątek, 26 grudnia 2014

Dotyk zła, czyli kontrowersyjny temat w wersji light.


Stary ksiądz odwiedza więźnia przebywającego w celi śmierci, aby wysłuchać jego spowiedzi przed wykonaniem wyroku. Ten zdradza mu zaskakującą, ale zarazem przerażającą prawdę - jest winien jedynie jednej zbrodni z trzech, o które został oskarżony. Obowiązek zachowania tajemnicy spowiedzi wyklucza ujawnienie prawdy o okrutnych mordach. 
Tymczasem spokój mieszkańców Platte City zaburza kolejne zabójstwo na małym chłopcu, identyczne z tymi, za które został niedawno stracony Ronald Jeffreys... 




wtorek, 9 grudnia 2014

LBA część II

Jak się okazuje, mam kolejną nominację do LBA jeszcze z listopada (tak, wiem że jestem bardzo spostrzegawcza) - tym razem podziękowania ode mnie otrzymuje Literatka M. :). 
A oto pytania, z którymi musiałam się zmierzyć:

1. Jak według Ciebie wyglądałby świat bez książek?

Podepnę się pod dystopijną i wywołującą gęsią skórkę (ale za to bardzo realistyczną) wizję, którą ukazał w 451 stopniach Fahrenheita Ray Bradbury. Według zamysłu autora to książki sprawiają, że potrafimy myśleć samodzielnie
i stać nas na jakąkolwiek refleksję odnośnie świata, życia. Bez czytania społeczeństwo byłoby podatne na manipulację, zdegenerowane, podążające jedynie za pustymi wrażeniami i skupione na konsumpcji.

2. W czym według ciebie tkwi fenomen Harrego Pottera?


Harry Potter ma wszystko, co jest potrzebne do zdobycia rzeszy wiernych czytelników. Mamy tu bohaterów, do których można się przywiązać, jest interesujący czarny charakter, są istotne (chociaż często również prozaiczne) wybory i walka dobra ze złem. Poza tym seria o przygodach Harry'ego pojawiła się we właściwym miejscu we właściwym czasie. Bo czy osiągnęłaby taką popularność gdyby opublikowano ją np. teraz i wyszłaby spod pióra polskiej pisarki?
Mimo wszystko wątpię. Kraje anglojęzyczne mają znaczącą przewagę
na ogólnoświatowym rynku literackim.


3. Uważasz, że za zabójstwo powinna grozić kara śmierci? Tak/nie? Dlaczego?


Uważam, że za najcięższe zbrodnie powinna grozić kara śmierci. Jak to powiedział Cyceron, największą zachętą do przestępstwa jest liczenie
na bezkarność
. A czym jest dla zabójcy 25 lat pozbawienia wolności
lub dożywocie? Często nawet nie próbują ukrywać swoich "skłonności", nie żałują czynów, które popełnili. Poza tym nigdy nie mamy pewności, czy po ewentualnym zwolnieniu z więzienia zabójca nie zabije ponownie. Jedyne, czego się w obawiam odnośnie kary śmierci, to niesłusznie skazania oraz konsekwencje etyczne
dla osób odpowiedzialnych za wykonanie wyroku.


4. Książka vs. film? Co wybierasz?


Przyznaję bez bicia, że nie potrafię dokonać wyboru. Oglądam filmy równie często co czytam książki i stanowi to nieodłączną część mojego codziennego życia. Książka bardziej przemawia do wyobraźni, ale film potrafi poruszyć te struny, których nie poruszą litery. Mimika aktorów, muzyka, barwy... To również wymaga naszego wysiłku, interpretacji. Z pewnością nie byłabym w stanie wyrzec się filmu na rzecz literatury (ani na odwrót). 

5. Stosujesz się do zasady "najpierw książka, potem film"?


Tak, staram się i dotychczas złamałam tę zasadę tylko raz, z braku czasu
na przeczytanie książki (chodzi konkretnie o Kosogłosa). Przeczytałam jednak pierwsze dwie części trylogii więc mogę się chociaż trochę usprawiedliwiać ;). Myślę jednak, że poznanie pierwowzoru w pierwszej kolejności jest ważne chociażby
ze względów praktycznych - książka dokładniej zaprezentuje nam wszelkie wątki
i motywy bohaterów, dzięki czemu w kinie nie będziemy musieli główkować "dlaczego tak a nie inaczej". 

6. Gdybyś mogła zmienić zakończenie jednej jedynej książki, jaka książka by to była? Dlaczego właśnie ta?


Eona. Ostatni lord Smocze Oko Alison Goodman. Dlaczego? 

[SPOILER]


Zakończenie tej książki zrobiło z mojego ulubionego bohatera (Lorda Ido) chorego psychicznie tyrana pragnącego władzy nad światem. Kocham czarne charaktery, ale nie popadajmy w groteskę...


[KONIEC SPOILERA]


7. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?


Nie. Uważam, że ludzie powinni dobrze poznać swoje wady i zalety - dopiero
po pewnym czasie można mówić o uczuciach, a przynajmniej tych poważniejszych, takich jak miłość. "Od pierwszego wejrzenia" można się co najwyżej zauroczyć/zafascynowac kimś.

8. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga? Co Cię do tego skłoniło?


Chyba wpłynęła na to zwyczajna chęć podzielenia się z innymi czytelnikami swoimi prywatnymi odczuciami, wrażeniami. Poza tym łudzę się, że polecając książki
w internecie dokładam cegiełkę do poprawy nędznego stanu czytelnictwa w Polsce (taaak, nadzieja dobra rzecz...).

9. Korzystasz z portali związanych z książkami?


Tylko z jednego, czyli http://lubimyczytac.pl. Dla zainteresowanych MÓJ PROFIL :)

10. Co sądzisz o lekturach szkolnych? Czytasz je wszystkie czy wolisz raczej streszczenia?


Jako finalistka OLiJP (że się tak pochwalę ;) nie powinnam pewnie pisać takich obrazoburczych rzeczy, ale dla mnie czytanie lektur szkolnych nie ma większego sensu (poza drobnymi wyjątkami, np. Sklepy cynamonowe Schulza). Sęk w tym,
że po większość lektur sięgnęłabym zapewne za parę lat z własnej, nieprzymuszonej woli. Teraz natomiast "lektura" jest dla mnie synonimem przykrego obowiązku i terminu, którego nie mogę przekroczyć, a nie tak powinno wyglądać czytanie. Wiem - niektórych w inny sposób do czytania nie zmusisz.
No ale właśnie słowo-klucz zmusisz. Jak uczeń nie chce i tak nie przeczyta, sięgnie co najwyżej po streszczenie i nie wyniesie z tego żadnych wartości. Ewentualnie napisze lepiej maturę z j. polskiego...

11. Masz jakąś ulubioną książkę? Na pewno masz! :) Może w takim razie zdradzisz jaką?


Niestety, nie mam jednej ulubionej książki, którą stawiałabym na piedestał powyżej wszystkich innych. Doceniam w różnym stopniu wiele książek, a każda z nich ujmuje mnie czymś innym. Obawiam się, że lista powieści, które lubię i szanuję byłaby znacznie zbyt długa, dlatego zainteresowanych odsyłam do mijego wcześnieszego postu, gdzie wymieniałam swoich ulubionych autorów (ale ze mnie leń) :).

LBA :)

Zostałam ostatnio (po raz pierwszy) nominowana do LBA, za co podziękowania wędrują do G.P. Vegi. Nad odpowiedziami musiałam nieco pogłówkować, ale w końcu mi się udało ;).


czwartek, 4 grudnia 2014

"Zapisane w kościach", czyli na jednej wyspie z mordercą.


Już w Chemii śmierci Beckett udowodnił, że ma dar portretowania zamkniętych społeczności - nie omieszkał przypomnieć tego czytelnikom w kolejnej książce 
z serii o Davidzie Hunterze. Być może trudno w to uwierzyć, ale atmosfera staje się jeszcze bardziej klaustrofobiczna, ponieważ autor przenosi nas na niewielką wysepkę na Hebrydach. Jak możemy się domyśleć, wrażenie wszechobecnego spokoju zakłóci niespodziewane, makabryczne wydarzenie, które będzie musiał prześwietlić nasz główny bohater. Rozdarty między życiem osobistym
a zawodowym, Hunter decyduje się pójść policji na rękę i sprawdzić czy śmierć, która miała miejsce nie jest jedynie dziełem przypadku. 



sobota, 22 listopada 2014

Jak wyrwać się ze slumsów, czyli brutalny świat fantasy w "Drodze cienia".


Slumsy to miejsce, w którym nie ma czegoś takiego jak "pewne jutro". Żyjesz, więc walczysz o przetrwanie - z głodem, brudem i bestialstwem innych. Merkurisz niczego nie pragnie tak bardzo, jak wyrwania się z wszechobecnego okrucieństwa, zostawienia za sobą twarzy oprawców i widoku cierpiących przyjaciół. Gdy zatem dostrzega szansę postanawia ją wykorzystać, by odmienić swój los. Chłopiec stawia wszystko na jedną kartę, chociaż porażka może kosztować go wszystko - włącznie z życiem. 

Obranie nowej drogi nie oddali go wcale od śmierci, a wręcz przeciwnie. Jednak tym razem to nie on będzie osaczoną ofiarą, a jego cele...


poniedziałek, 10 listopada 2014

Wszyscy kochają socjopatów, czyli "Nie jestem seryjnym mordercą".


Doktor House, Dexter, Sherlock. Co łączy te serialowe postacie? Odpowiedź nasuwa się sama - cała trójka przejawia różnego kalibru zachowania antyspołeczne. Ich postępowanie ma co prawda zupełnie odmienne cele i skutki, ale jednak. Trudno nie zauważyć faktu, że fenomen kreowania tego typu "zaburzonych" osobowości wzrasta z roku na rok. Bohater interesujący widza to ten ukrywający mroczną tajemnicę/cyniczny do cna/odstający od (normalnej) reszty społeczeństwa. Na fali właśnie tego zjawiska tworzy poniekąd Dan Wells, co zostaje nam uświadomione -
w nieco brutalny sposób - gdy zerkniemy na okładkę jego debiutanckiej powieści. Bo czym innym może być napis na krwistoczerwonym tle, dumnie głoszący Dla fanów "Dextera"? Pomijając fakt, że jednych ta informacja
na wstępie zniechęci, a inni pobiegną do księgarni bez zastanowienia,
na ile miarodajna okazuje się być reklama książki o jakże chwytliwym tytule Nie jestem seryjnym mordercą?



wtorek, 4 listopada 2014

Klasyka fantasy w wersji oszczędnej, czyli "Dziewięciu książąt Amberu".


Budzisz się na szpitalnym łóżku i ze zgrozą odkrywasz, że twoje nogi są unieruchomione gipsem. Z ulgą przyjmujesz fakt, że jesteś jeszcze w stanie ruszać palcami u stóp, po czym usilnie próbujesz przypomnieć sobie, 
co zaszło. Jak się po chwili okazuje, oczywiste są jedynie dwie rzeczy: 
to, że miał miejsce wypadek oraz to, że jesteś od jakiegoś czasu najzwyczajniej w świecie odurzany przez pielęgniarki. 
Niewiele, ale na początek wystarczy. Pozostaje tylko pytanie dlaczego...

Rogera Zelazny'ego powszechnie uznaje się za klasyka gatunku - zarówno fantastyki jak i SF - tego nie odmówi mu (chyba) nikt. Często jednak spotykam się z różnego rodzaju żalami/pretensjami kierowanymi wobec powyżej wymienionego autora. Teraz, jakiś czas po lekturze Dziewięciu książąt Amberu, spróbuję się do nich ustosunkować, tworząc przy okazji coś w rodzaju recenzji ;).

niedziela, 2 listopada 2014

Psychopata jest wśród nas, czyli "Chemia śmierci".


Wyobraźcie sobie niewielką zagrodę. W środku, oprócz jej zwyczajnych mieszkańców, czai się ktoś, kto tylko pozornie jest podobny do reszty - wilk w owczej skórze.
Taki właśnie zabieg stosuje Beckett w Chemii śmierci, serwując czytelnikom brutalną zbrodnię w małomiasteczkowej otoczce. Mieszkańcy zadają sobie tylko jedno pytanie - kto jest zabójcą? Być może osoba, którą widujemy codziennie, darzymy zaufaniem i podajemy jej rękę na powitanie. Osoba, którą znamy od lat, a może raczej wydaje nam się, że ją znamy...

środa, 29 października 2014

Prawda może być zabójcza, czyli Bez skrupułów.


Bez skrupułów to pierwsza przeczytana przeze mnie książka Harlana Cobena i zarazem powieść otwierająca cykl dziesięciu (!) pozycji, które łączy postać głównego bohatera - byłego koszykarza i agenta sportowego. Już po przeczytaniu paru pierwszych stron można bezbłędnie rozpoznać, że ma się do czynienia z kryminałem amerykańskim. Twórca nie bawi się w tworzenie specyficznego klimatu grozy, do czego przyzwyczaili nas chociażby autorzy skandynawscy, nie uświadczymy tu też wnikliwych portretów psychologicznych. Bez zbędego wprowadzenia zostajemy wrzuceni w wir wydarzeń.

środa, 22 października 2014

Powiew świeżości w kinach, czyli o "Bogach" od serca.


Polski przemysł filmowy rzadko kiedy decyduje się na "skok w bok", stale racząc widzów kolejnymi produkcjami z historią w tle albo nieudanymi komediami romantycznymi. W związku z tym, każde odejście od powyżej wymienionego schematu staje się w moich oczach pewnego rodzaju szansą - szansą na wprowadzenie do rodzimego kina nuty świeżości
i zarazem dowodem na to, że potrafimy jeszcze wyjść poza przyjęte
w ostatnich latach ramy gatunkowe.
Czy jednak efekty są pozytywne? Bywa różnie, bo inaczej nie zawsze znaczy lepiej. Ostatnio dostałam szansę, by wybrać się do kina
i zweryfikować swoje poglądy na konkretnym przykładzie.

piątek, 17 października 2014

Nierządnica Babilondynu, czyli o klasyce steampunku słów kilka.

Słowo klasyka używane w odniesieniu do książek wydaje się naprawdę zachęcające, a przynajmniej tak jest w moim przypadku. Równie dobrze na okładce mogłaby się znaleźć nalepka "musisz to znać". Dlaczego? 
Bo to co klasyczne jest reprezentacyjne dla danego rodzaju literatury, stanowi swego rodzaju pierwowzór, z którego czerpią inni twórcy. 
Nic zatem dziwnego, że Maszyna różnicowa określana jako klasyka steampunku - gatunku bliżej mi nieznanego, musiała przyciągnąć moją uwagę.

poniedziałek, 13 października 2014

"Książki są po to, by nam przypominać, jacy z nas durnie", czyli 451 stopni Fahrenheita.

Papier, drewno, wiklina... wszystkie wymienione materiały posiadają określoną temperaturę zapłonu. Wróćmy jednak
do tego pierwszego, ponieważ właśnie wykonane z niego książki są sednem całej historii.           
I koniecznie zapamiętajcie - 451 stopni Fahrenheita. W tej temperaturze papier zaczyna się tlić i płonie...

Tymczasem jednak wyobraź sobie, że siedzisz w cichym, ciepłym pokoju czytając ulubioną powieść. Jakie wrażenia przywołuje twój umysł - zadowolenie, spokój, przyjemność związaną z szelestem stronic? Podekscytowanie, gdy zbliżasz się do danej sceny lub cytatu? 
Nie w świecie wykreowanym przez Raya Bradbury'ego. Tam czytaniu książek towarzyszy jedynie ciągły niepokój, obawa, lęk. Bo sąsiad może złożyć na ciebie doniesienie,
bo mężczyźni w hełmach mogą w każdej chwili wtargnąć
do twojego domu... Bo z wszystkich twoich ukochanych książek pozostanie zaledwie popiół.

piątek, 10 października 2014

Mechaniczna pomarańcza, czyli pierwszorzędny horror szoł.

Czasami już po przeczytaniu pierwszych trzech zdań możemy stwierdzić, czy dana książka będzie dla nas poważnym wyzwaniem. Mniej więcej w tym samym czasie możemy wysnuć przypuszczenie,     że właśnie trafiliśmy na coś fascynującego...

W moim czytelniczym życiu niewiele było takich decydujących trzech zdań. Zazwyczaj, tak jak każdy, potrzebowałam czasu - parunastu       lub nawet parudziesięciu stron by zdecydować, czy wizja autora         do mnie przemawia i czy dalsza lektura w ogóle ma sens. Mechaniczna pomarańcza z całą pewnością zalicza się do wybranego grona powieści. Tych wciągających na samym starcie i nie pozwalających     na chwilę oddechu.


środa, 8 października 2014

Musimy porozmawiać o klasyce, czyli romantyzm nie boli.

Powszechna opinia jest taka, że romantyzm albo się kocha, albo nienawidzi... Można jednak czytać wybiórczo, tak jak Heyter ;). Jeżeli klasyka Ci nie straszna,     to co napiszę raczej nie będzie dla Ciebie nowością. Jeśli jednak wzdrygasz się       na samą myśl o XIX-wiecznej literaturze, może nadeszła pora by coś zmienić.

Edgar Allan Poe był prekursorem nie tylko horroru czy fantastyki, ale również kryminału. Opowiadania i nowele przedstawiciela amerykańskiego romantyzmu, które zainspirowały wielu innych pisarzy (min. cenionego przeze mnie Lovecrafta) to prawdziwe mistrzostwo, zarówno pod względem fabuły, jak i stylu, pełnego wszelkiego rodzaju wyrafinowanych zdobień i ornamentów. Jeżeli nie czyta się         na co dzień literatury sprzed ponad 150 lat, z pewnością trzeba do tego przywyknąć.

Nowele Beczka Amontillado, Serce oskarżycielem lub Czarny kot potrafią wywołać silne emocje, nawet jak na dzisiejsze standardy, gdy odbiorcom żaden koszmar wydaje się nie być straszny. Poe niezwykle umiejętnie stopniuje napięcie, by na koniec zszokować czytelnika nagłym ujawnieniem okrutnej prawdy - moim zdaniem śmiało zasługuje na miano mistrza suspensu.
Nie brakuje tutaj udziału sił nadprzyrodzonych, tajemniczych zgonów, delirycznych wizji, szaleństwa, grozy i makabry, a wszystko to ukazane w gotyckiej oprawie.       Jako miłośniczka tego typu klimatów, nawet przez chwilę nie czułam się zawiedziona. Od siebie polecam Berenice, Maskę śmierci szkarłatnej i Zagładę domu Usherów.

Miłej lektury ;).

Dagerotyp E.A. Poe

W głuchą północ, w snów tumanie, gdy znużyło mnie dumanie
Nad księgami zapomnianej magii, znanej w dawnych dniach,
Chyląc głowę nad foliałem, niespodzianie usłyszałem
Chrobot, jakby ktoś nieśmiałym palcem skrobał znak na drzwiach.
Gość, mruknąłem, tym sygnałem daje znać, że stanie w drzwiach:
Skąd ten zimny pot i strach?
Kruk, tłum. Stanisław Barańczak

The Raven, John Tenniel

Postać Poego inspirowała i inspiruje nadal...

- "Przeklęty dom" - opowiadanie H.P. Lovecrafta
- "The Raven" - thriller Jamesa McTeigue'a z 2012 r.
- "The Cask of Amontillado" - utwór Alan Parsons Project
- "Murders in The Rue Morgue" - utwór Iron Maiden
- "Klan Poe" - manga Moto Hagio





czwartek, 2 października 2014

Mój drogi notatniczku, czyli co się dzieje, gdy Shinigami jest znudzony.

Słowem wstępu

Czy podczas oglądania wiadomości zdarza Ci się myśleć, że świat bez przestępczości byłby lepszym miejscem? Mnie osobiście tego typu odczucia nachodzą bardzo często. Pozostaje tylko podstawowe pytanie, jak to osiągnąć - resocjalizacja, pomoc psychologiczna, bardziej surowe prawo? Wszystkie z powyższych sposobów zostały już wypróbowane
w różnych częściach świata, lecz skutki trudno uznać za zadowalające. Najprostszym rozwiązaniem wydaje się zniknięcie z powierzchni ziemi wszystkich, które mają na sumieniu ciężkie przestępstwa. No cóż... łatwiej napisać, trudniej wykonać.


Jednak gdyby - jakimś cudem - w Twoje ręce dostał się tajemniczy przedmiot, pozwalający na stopniowe usuwanie wybranych kryminalistów...               
Czy wykorzystałbyś otrzymaną możliwość, nawet, jeżeli sam stałbyś się przez to zabójcą?

sobota, 27 września 2014

Kręta droga ucieczki na ekranie, czyli The Maze Runner wreszcie w kinach.

Dystopie młodzieżowe, które przypadły mi do gustu można policzyć
na palcach jednej ręki - powodem jest zazwyczaj powtarzalność głównego motywu.
Jak jednak wiadomo, w tym gatunku trudno o coś absolutnie nowego i nie da się uniknąć pewnych podobieństw fabularnych - dlatego męczy mnie ciągłe doszukiwanie się zbieżności z Igrzyskami śmierci wszędzie tam, gdzie występują walczący nastolatkowie (a przecież sam pomysł S. Collins niebezpiecznie przypomina japońskie Battle Royale, co wcale nie przeszkadza mi w docenianiu jej trylogii).

Ostatnimi czasy dostajemy całkiem solidną dawkę ekranizacji książek
dla młodzieży. Po dwóch częściach Igrzysk... i Niezgodnej, na świeczniku znalazł się Więzień labiryntu. Bestseller Jamesa Dashnera przyniósł gatunkowi pewne odświeżenie - koncepcja nie przypomina żadnej innej,
z którą spotkałam się do tej pory. Motyw labiryntu autor przenosi na grunt popularnej dystopii, otrzymując tym samym oryginalną, wciągającą fabułę(i dobry materiał na scenariusz).


Po przydługim wstępie czas przejść do tematu, czyli samej ekranizacji Więźnia... . Biorąc pod uwagę fakt, że najpierw przeczytałam książkę zabrakło mi trochę niepewności, która dodaje seansowi smaku. Kiedy widzowie za mną szeptali coś w stylu "ciekawe, czy teraz zginie", ja doskonale znałam zakończenie danego wątku. Nie oznacza to jednak,
że film niczym mnie nie zaskoczył - wręcz przeciwnie, czułam napięcie tak samo jak wszyscy, którzy z tą historią zetknęli się po raz pierwszy.

czwartek, 25 września 2014

Remake oczyszczony z zarzutów, czyli The killing.

Nakręćmy to jeszcze raz...
Wśród kinomaniaków istnieje popularna opinia, że gdy w Ameryce tworzy się remake wzorowany na skandynawskim pierwowzorze, należy go obchodzić szerokim łukiem (to samo z resztą mówi się czasami remake'ach azjatyckiego kina grozy). Dlaczego? Bo Ameryka
i Skandynawia to zupełnie inne miejsca, inna kultura, diametralnie różne otoczenie, odmienna mentalność... 

Słowem, Amerykanie nie potrafią odwzorować charakterystycznego, posępnego i depresyjnego klimatu typowego dla kryminalnych produkcji szwedzkich/norweskich/duńskich itd.


wtorek, 23 września 2014

O wampirach i wilkołakach inaczej, czyli wrażenia po pierwszej wizycie w Hemlock Grove.

Do niewielkiego miasta w Pensylwanii przyjeżdża nastoletni Cygan - Peter, skrywający prawdę o swojej podwójnej naturze. Na miejscu poznaje zamożnego Romana, który najwidoczniej nie ma pojęcia o tym, że sam również nie jest w pełni człowiekiem...
Tymczasem w niezwykle brutalnych okolicznościach ginie młoda dziewczyna, a podejrzenie pada właśnie na tę dwójkę. 

Wampiry, wilkołaki, nastoletni bohaterowie? Nie, wcale nie chodzi
o lovestory Edwarda i Belli, ale o Hemlock Grove, mało popularny amerykański serial z 2013 roku (na podstawie książki, której autorem jest Brian McGreevy). Intryguje mnie ta produkcja, nie zaprzeczę. Wygląda
na to, że twórcom udało się wnieść nową jakość do tematu, który w ciągu ostatnich lat stał się tak powszedni, że aż prostacki. Co prawda wzdrygałam się na samą myśl o kolejnym wampiryczno-likantropijnym banale, ale całe szczęście HG nie ma praktycznie nic wspólnego
z paranormal romance. Jak prezentuje się całokształt tej produkcji?   

Z pewnością dosyć kontrowersyjnie... co wcale nie znaczy, że źle.


piątek, 19 września 2014

Hyperion, czyli opowieści pielgrzymów.



Niezwykła okładka... Wprowadza w nastrój tajemnicy i grozy.

Błyskawice. Statek kosmiczny o barwie hebanu unosi się nad pogrążoną  w mroku planetą, po której powierzchni z rykiem przemykają ogromne gady. W tle Preludium cis-moll Rachmaninowa. Ale dla grającego ten utwór Konsula Hegemonii, prawdziwa podróż dopiero ma się zacząć.


poniedziałek, 15 września 2014

Nieco krótsze tipsy, czyli świat baśni (mimo wszystko) w wersji hard.

Nadszedł wreszcie chwalebny i upragniony dzień, kiedy w moje ręce wpadła druga część Rewolucji według Ludwika. O przygodach naszego cynicznego, błyskotliwego książątka obdarzonego niezwykle bujnym owłosieniem głowy, naskrobałam już coś niecoś jakiś czas temu.
Wiadomo, że jeżeli książka/film/komiks przypadnie nam wyjątkowo do gustu, kontynuacji wyczekujemy z podnieceniem i zniecierpliwieniem, ale również pewną dozą niepokoju - zawsze istnieje możliwość, że spotka nas bolesne rozczarowanie. A jak efekty pracy Kaori Yuki mają się do moich nadziei i obaw? O tym niżej (możliwe małe, ale to bardzo małe spoilery ;).





sobota, 13 września 2014

Patrole, czyli mniej oczywiste dobro i zło.

Bez trudu można zwrócić ludzi ku Światłu lub Ciemności, jednak najszczęśliwsi są wtedy, gdy pozwoli się im być sobą.

Literatura rosyjska nie cieszy się w Polsce specjalnym powodzeniem, często bywa wręcz dyskredytowana. W niektórych czytelnikach tkwi jakieś uprzedzenie - być może ma to związek z przeszłością, a może po prostu
ze specyfiką, niepowtarzalnym rysem, który odnajdujemy na kartach książek zza wschodniej granicy. Bo jest rzeczywiście coś charakterystycznego, co odróżnia je od amerykańskich chociażby (chyba ten słowiański duch ;). Wiem jedno - to co niektórych na wstępie odrzuca, mnie natychmiast pochłonęło do reszty.



czwartek, 11 września 2014

Ślepowidzenie, czyli z wampirem na pokładzie.

Pierwszy kontakt z cywilizacją pozaziemską - jeden z typowych (o ile nie ogranych) tematów twórców SF. Nasuwa się zatem pytanie: czy w XXI wieku autor zdoła poruszyć tak oczywisty motyw w mało oczywisty sposób...?
Peter Watts udowadnia, że o zetknięciu na linii ludzie-obcy potrafi napisać książkę nie tylko oryginalną i frapującą ale również poszerzającą ramy gatunkowe. Wycieczka w daleką przyszłość, gdzie każdą wadę i chorobę, genetyczną bądź rozwojową da się "naprawić", stanowi dla autora pretekst do rozmyślań o podłożu psychologicznym, filozoficznym, etycznym. Bo czy możliwość skorygowania daje ludziom prawdziwe szczęście, czy prowadzi do pogłębienia relacji? A może wręcz przeciwnie, mieszkańcy wykreowanego przez Wattsa świata są w stanie zaledwie przetwarzać
i analizować informacje bez najmniejszego zrozumienia? 


Taki właśnie jest Siri Keeton - jeden z członków załogi Tezeusza, pozbawiony w dzieciństwie połowy mózgu. Na pokładzie mamy również dowódcę-wampira Jukkę Sarastiego, przedstawiciela wymarłego gatunku drapieżników odtworzonego na nowo przez naukowców (jakże odmienna koncepcja wampiryzmu od tej obrazoburczej "zmierzchopodobnej"). Mamy lingwistkę Susan James, która poddała się zabiegowi rozdzielenia jaźni
na cztery autonomiczne i diametralnie różne osobowości...

Już sami bohaterowie - każdy wyjątkowy, indywidulany, każdy będący nieodrodnym dzieckiem ukazanej w książce futurystycznej rzeczywistości - sprawiają, że do Wattsa możemy czuć jedynie uznanie rosnące z każdą przerzuconą stroną. Oni właśnie zmuszeni będą do konfrontacji                     z Rorschachem. Konfrontacji przechodzącej ich najśmielsze oczekiwania, konfrontacji brzemiennej w skutkach.

Jak często bywa, im dalej w las, tym więcej drzew... a w przypadku Ślepowidzenia wraz z rozwojem fabuły wzrasta ilość pojawiających się zewsząd naukowych neologizmów i opisywanych przez Wattsa różnorakich procesów. Kwestie tego typu autor wyjaśnia w wieńczących dzieło "Przypisach i źródłach". Znajdziecie tam chociażby biologiczne spojrzenie na homo sapiens vampiris, wyjaśnienie zjawiska tytułowego, genezę paru technicznych pomysłów z Tezeusza... Warto zapoznać się z tym rozdziałem - w końcu to dowód, że pomysły autora są czymś więcej niż tylko niemożliwym do zrealizowania wytworem bujnej fantazji - jednak przede wszystkim dla uzupełnienia wizji opisanej w książce.


Trzy różne okładki, każda z nich perfekcyjna... Nieczęsto się to zdarza.




Ludzie nie są racjonalni. Nie jesteśmy myślącymi maszynami, jesteśmy czującymi maszynami, które przypadkiem myślą.



Matematyka dowodzi niezbicie: jedyną wygrywającą strategią jest tajemnica. Tylko głupek mówi, kiedy ma urodziny.


Gra nigdy się nie kończy (...). Nie ma więc także wygranych. Są tylko ci, którzy jeszcze nie przegrali.




wtorek, 9 września 2014

Palimpsest, czyli powroty za wszelką cenę.

Rankiem budzisz się w łóżku obok przypadkowej osoby. Nic do niej nie czujesz, trudno tu nawet o szczere pożądanie. Pożądasz czegoś zupełnie innego, a ta osoba i tatuaż-znamię, siatka zaplątanej pajęczyny ulic szpecąca jej skórę, to dla ciebie przepustka. A przecież musisz tam powrócić za wszelką cenę...

Bohaterowie wracają.

Rozkochana w pociągach młoda Japonka, wspominająca dzieciństwo spędzone z chorą psychicznie matką.

Imigrant z Rosji mieszkający w Nowym Jorku, nawiedzany przez zmarłą przed jego narodzeniem siostrę.

Pszczelarka o imieniu November, czytająca setki razy jedną książkę, którą wskazał jej zmarły ojciec będący bibliotekarzem.

Rzymski introligator, gorliwy katolik zaplątany w toksyczną relację     ze swoją żoną Lucią...

...wszyscy oni wracają do miasta z pogranicza snu i jawy, miasta zarówno fascynującego i niepokojącego. Palimpsestu, który uczynił       z nich swoich dobrowolnych, fanatycznie oddanych niewolników.

Jak wielu rzeczy musieli się wyzbyć, żeby wkroczyć tam chociażby       na jedną noc? I ile będą musieli oddać, żeby zostać tam                     na zawsze... 

Catherynne M. Valente jest również poetką. Nie zaskoczyła mnie ta informacja, gdyż cała jej książka wydaje się poetyzmem przesiąknięta - nie tylko kwieciste, metaforyczne i przemawiające do zmysłów obrazy, ale przede wszystkim głęboko oniryczny, nierzeczywisty klimat.
Bo Palimpsest to sen, a w każdym śnie za maską tajemniczego piękna kryje się coś więcej. Bo Palimpsest to baśniowość, groteska i mrok przenikające się nawzajem w stale zmieniających się proporcjach,
a bohaterowie odczują to - wiele razy dosłownie - na własnej skórze. Mimo wszystko będą gotowi na każde upodlenie, na przekroczenie każdej granicy moralnej, aby zyskać swój środek odurzający pod postacią Miasta, groźnego i pociągającego niczym mityczna bestia.

Powieść to w gruncie rzeczy zbiór impresji. Z jednej strony mamy desperackie dążenia bohaterów w znanej nam (ale niekoniecznie tak oczywistej...) codzienności, z drugiej strony kolejne widoki krętych niczym labirynt ulic Palimpsestu. Brak tu moim zdaniem jednoznacznego wątku przewodniego - mamy czwórkę ludzi i ich najgłębsze pragnienia, przesypujące się jak ziarna piasku po kolejnych stronach. 

Prawdopodobnie dlatego powieść nie przypadła mi do gustu tak bardzo jak poprzednie opisywane przeze mnie pozycje, czyli chociażby Wurt, który wyrasta z całkowicie odmiennej specyfiki (trudno właściwie
na jakiejkolwiek płaszczyźnie porównywać cyberpunkowe SF              i liryczną, bliższą raczej fantastyce historię Valente - chociaż w obu przypadkach głównym motywem wydaje się być przekraczanie granic   i pragnienie ucieczki w inną rzeczywistość).

Z całą pewnością nie polecam nikomu, kto ceni wartką akcję ponad charakterystyczny nastrój, magię i osobliwość. Książka dla każdego, kto preferuje poezję w prozie, dla każdego, kto pozwala swojej wyobraźni wybiec dalej, niż pozwala na to przeciętna lektura               z księgarnianej półki. 

No i oczywiście dla każdego, kto lubi wyzwania jakie serwują nam       na Uczcie Wyobraźni.


Wszystkie okładki z serii Uczty Wyobraźni wydają się idealnie skomponowane z treścią książek.
W przeciwieństwie do wielu innych okładek, te przykuwają uwagę czytelnika i wprowadzają w klimat historii.


Ład jest przechodni: uporządkuj jedną drogocenną rzecz, a uporządkujesz cały wszechświat.

Chcemy uciec ze świata naszych rodziców, którzy udają, że nie wiedzą o naszym istnieniu, naszych podróżach i pragnieniach, choć sami przecież żyją, podróżują i pragną.



x

czwartek, 4 września 2014

Bądź gotowy dziś do drogi, czyli Impalą przez świat.

Czarny Chevrolet Impala z 1967 przemierza kolejne mile po drogach i bezdrożach, wydając przy tym charakterystyczne pomruki silnika. Z radia dobiega muzyka (prawdopodobnie AC/DC, Led Zeppelin, Def Leppard itd.). Gdzie trafiliśmy?
Wygląda na to, że do supernaturalnej Ameryki.



środa, 3 września 2014

Dekadencki koszmar, czyli w podziemiach Veniss.

Veniss - futurystyczne miasto, którego nazwa swoim brzmieniem przywodzi na myśl syk żmii. Trudno uciec od tego porównania w trakcie czytania, gdyż jad, na pierwszy rzut oka niewidoczny, a jednak śmiertelnie niebezpieczny, przetacza się przez ulice książkowej metropolii kumulując się w jej podziemiach...

Książka VanderMeera nie jest dla każdego. Jeżeli ktoś w fantastyce oraz science fiction upatruje jedynie źródła wrażeń estetycznych, lepiej niech Podziemi... nie dotyka. A jeżeli już dotknie, niech przygotuje się na szok.
Bo ta powieść nie jest piękna, jest przesiąknięta mrokiem i oparami dekadencji. 
Niebieskie słoniowate istoty i gadające surykatki - to, co dotychczas mogło się nam kojarzyć jedynie z produkcjami Dream Works - teraz staje się synonimem antyutopii.
Veniss poznajemy z trzech punktów widzenia, co autor dodatkowo podkreśla prowadząc trzy typy narracji. Muszę przyznać, że zabieg ten okazał się oryginalny i efektowny, wyodrębniając autonomiczne sylwetki bohaterów, których losy okazują się nieodwołalnie połączone z miastem
i jego podziemiami.

Schodzenie wraz z autorem do coraz głębiej położonych rejonów podziemi Veniss, przypomina wędrówkę przez kolejne kręgi dantejskiego piekła. Nigdy nie wiadomo jaki koszmar czai się za rogiem tego nieprzewidywalnego, okrutnego świata, w którym ludzi hoduje się
w kadziach, większość części ciała możesz utracić jeszcze za życia
na rzecz banku organów, a pożądane przez ludzi istoty zmodyfikowane genetycznie okazują się być czymś znacznie mniej niewinnym, niż tylko domowymi pomocnikami.


Jaki los czeka ludzkość? Czy nasz gatunek przetrwa, czy okaże się niedostatecznym wytworem ewolucji? - pyta VanderMeer. Rozwiązanie autora trudno traktować poważnie, nawet jeżeli zajrzy się w przyszłość bardzo, ale to bardzo daleko. 
Podziemia Veniss są antyutopijną, skrajną wariacją łączącą elementy złego snu i halucynacji. Są równocześnie wcieleniem idei tak oryginalnej
i z punktu widzenia klasycznego SF kontrowersyjnej, że warto poświęcić czas na ich poznanie (o ile rzecz jasna jest się posiadaczem otwartej wyobraźni i nie ma się uczulenia ani na makabryczne dziwactwa, ani 

na sierść dwumetrowych zabójczych surykatek).



A może ja po prostu chcę prześliznąć się przez życie niewidzialna, nieważka. Może przeżywane w ten sposób życie jest łatwiejsze, może przynosi więcej zadowolenia...


poniedziałek, 1 września 2014

Książę z tipsami, czyli świat baśni w wersji hard.

Nie znam się zbytnio na mangach, ale czasami chętnie jedną pożyczę(od czego ma się przyjaciół... ;). W ten właśnie sposób w moje lepkie ręce wpadła Rewolucja według Ludwika. Od początku zafascynowała mnie sama idea zabawy motywami ze znanych baśni braci Grimm, przetworzenia ich i ukazania w nowej, bardziej gotyckiej oprawie. A zatem mamy (w tym wydaniu wierzcie mi, mało urocze czy delikatne) dobrze znane piękności: Śnieżkę, Czerwonego Kapturka, Śpiącą Królewnę... Wszystko w krwawym i mrocznym świecie baśni, którego ocenzurowaną wersję znają przedszkolaki.



Wątroba na patelni, czyli o Hannibalu-kanibalu.

Hannibal (możliwe mini-spoilery; nie zdradzam kluczowych momentów ani rozwiązań, ale opisuję motywy).

Czasami zdarzają się takie seriale, które przerastają skalę odporności normalnego widza. Czasami zdarzają się takie seriale, które odrzucają tegoż widza makabryczną oprawą  a nawet nieco irytują, ukazując coraz to dziwniejsze
(i bardziej podejrzane) wizje scenarzysty. A jednak widz nadal ogląda... I mimo odruchu wymiotnego jest coraz bardziej zafascynowany.



niedziela, 31 sierpnia 2014

Wurt, czyli z żółtym piórkiem w ustach.

Chłopiec wsuwa piórko w usta...

Już po przeczytaniu pierwszej strony pytań jest wiele. Zbyt wiele.                 Na wszystkie jednak stopniowo, wraz z zagłębianiem się w lekturę, znajdujemy w miarę satysfakcjonujące odpowiedzi. Tylko jedno wyjaśnienie pozostawia niedosyt, tylko jedno pytanie stale drąży czytelnika...

... spokojnie, otrzymasz swoją szansę, aby je zadać. Ale pamiętaj                 o poradzie Kota Gracza: bądź ostrożny... bardzo ostrożny... Żółte piórko zabierze cię tam, gdzie wcale nie chcesz się znajdować.

Czym jest Wurt?
Ponoć przypomina sen. Sen, w którym całkowicie zapomina się o jawie, sen, w którym żaden inny świat już nie istnieje. A jednak różnica między tymi dwoma stanami jest decydująca. 
Od snu nie można się uzależnić. 
Sen nie może stać się bardziej realny od rzeczywistości. 
Sen nie może uwięzić cię na zawsze. 
Sen nie może cię zabić.

Jaki jest świat Wurta? To świat Skitrowców. Pochłaniający, niepokojący, niezwykle intensywny, momentami perwersyjny - jak cała książka Noona. Bohaterowie wciągani są w sieć imaginacji i urojeń, marzeń i delirycznych koszmarów, z której wyzwolenie się jest trudniejsze, niż przypuszczacie.       Bo oni wcale nie chcą się wyzwolić. 
Wurt, idealnie prawdziwy, gdy się w nim tkwi, dla Skitrowców zawsze pozostaje prawdziwszy od tego, co zastają w codziennej rzeczywistości deszczowego Manchesteru.

Jacy są sami Skitrowcy? Mam wobec nich ambiwalentne uczucia.           Ale przecież tak samo niejednoznaczne wrażenia wywołują wykreowane przez Noona realia, wymyślona przez niego fabuła.
W końcu nie można tak po prostu sympatyzować z narratorem - Skrybkiem, który pała do swojej siostry bynajmniej nie braterskim uczuciem, z Żukiem - charyzmatycznym przywódcą ze skłonnością do dominacji, z Bridget - widmodziewczyną wdzierającą się   do cudzych umysłów, z Mandy - nową, pragnącą odnaleźć swoje miejsce w grupie i przy okazji "podkradającą" Brid kochanka...

Bohaterów co prawda nie można polubić, ale przywiązać się do nich - owszem.     
I dotyczy to nawet sześciomackowego Stwora-z-Kosmosu wydzielającego podejrzany śluz.

Ale Wurt to nie tylko opowieść o paczce uzależnionych od ekstremalnych wrażeń młodych malkontentów. To opowieść o ludziach, o tym, ile potrafią poświęcić.
Na przykład, żeby wyzwolić się od codzienności życia, tak jak Żuk, który nie jest zdolny przetrwać bez kolejnych piórek.
Na przykład dla miłości, tak jak Skrybek, który decyduje się na ostateczny akt ofiary gdy wydaje się, że sytuacji nic już nie może uratować.

Bo uczucia są prawdziwe - nawet wówczas, kiedy nie wiesz, czy ziemia,       na której stoisz jest realna czy wurtowa.


...chłopiec wysuwa piórko z ust.




Są rzeczy ważniejsze od innych, i nic nie poradzę, że czyni mnie to złym.

***

Może zmieniam się na gorsze.
Bo kto wie, czy gorsze nie jest lepsze, kiedy człowiek stoczy się dostatecznie nisko.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...